Cześć dziewczyny. Posmęcę wam trochę!

Piotruś nadal chory.
Wczoraj lekarka go osłuchała i niby lepiej, ale nadal ma stan podgorączkowy, kaszel taki, że aż mu się coś w środku odrywa i katar taki, że mu z noska jak z kraniku leci.

Dostaliśmy kolejną porcję lekarstw, a ja już tracę siły.

On nie chce tych lekarstw łykać, więc muszę mu wszystko na siłę wlewać, na siłę mu odciągam gilki z noska (na sam widok gruszki zaczyna płakać i ucieka).



Wiem, że to wszystko dla jego dobra, ale czasem czuję się jak jakiś oprawca.

Mam nadzieję, że wyzdrowieje, bo nie wiem na ile jeszcze mi sił starczy.:-(