Nie mam siły już. Łeb mi pęka. NIe wiem co się z tym moim dzieckiem dzieje, nic zrobić w domu nie mogę. Ciągle musze ją nosić, jak posadzę w foteliku-wyje, położę w łóżeczku-wyje. Gdybym nie miała w perspktywie obrony i sesji to bym ją tak mogła nosić, ale w obecnej sytuacji to padam na dziób. Teraz zasnęła, ale jak ja znam, to góra na pół godziny. A ja mam pisać. Ciekawe jak. Jutro szczepienie, jak będzie jeszcze bardziej marudna niż przez ostatnie dni to nie wiem co zrobię. Nie mogę się skoncentrowac w ogóle. Jak już zaśnie, to siadam przed tym monitorem i gapię się jak sroka w gnat, bo zebrać myśli nie sposób. W domu bajzel. I dlaczego ona chrapie...???