Przeszłam i sn i cc:
1. Prawie 4 lata temu. 41 tc. O 4:30 odeszły mi wody. O 6 pojechałam do szpitala i dopiero po lewatywie zaczęły mi się skurcze. Początkowo były malobolesne co 6 minut, ale szybko przeszly w bolesne, krzyżowe co minutę. Później miałam raz co minute, za chwilę co 3 itd. Rozwarcie zrobiło się dosc szybko. Problem był w tym, że córka nie wstawiła się w kanał rodny. Podczas skurczów musiałam skakać na piłce, albo krecic biodrami przy łóżku... No do najmilszych tego nie zaliczam

W końcu ok 12:30 położne powiedziały że jak się w przeciągu pół godz mała nie wstawi to cc. O 12:45 poczułam skurcze parte i o 13 Zuza była na świecie. Urodziła się z waga 4 kilo i 60 dł. Zlamano jej obojczyk przy wyciaganiu i miała bardzo zniekształcona główkę (całkiem wyrównała się po ok roku). Mnie za to mocno nacieli. Przez 2 tyg nie mogłam normalnie siedzieć. Do tego, po parciu, doszły straszne hemoroidy. Nie wiem ci bolalo bardziej.... Gojace się krocze czy pupa... Brrr
2. Poród w maju tego roku. Dzień po terminie. W dniu terminu dostalam od gina skier na cc, ze względu na duże dziecko. Zglosilam się do szpitala. Na drugi dzień mieli mi zrobić jedzcze usg by potwierdzić wagę dziecka i dopiero wyznaczyć datę cc. Małemu się jednak spieszylo. O 6 rano zaczęłam odczuwać skurcze raz co 5, raz co 10 minut. Zaczęło mnie przeczyszczac i zaczął odchodzić czop (przy piewszej ciąży tego nie miałam). Po godzinie zgłosiłam się do położnej, zbadano mnie... A tu 8cm rozwarcia

Migiem na salę porodowa. Przygotowywali mnie na cc (welflon, cewnik - nie bolało) a ja już czułam skurcze parte. Szybko na stol, znieczulenie (niczym uklucie komara) i zrobiło się blogo

O 8:15 wyciągnęli synka. Ważył 4460 i miał 61cm. Zszywali mnie przez ok 30 minut. W pewnym momencie zaczęło mnie mocno mdlic, ale podobno to normalne, anestezjolog kazał głęboko oddychać i wszystko wróciło do normy. Po cc przewieziono mnie na salę obserwacji. Po godzinie bylam już na zwykłej sali. Nie moglam podnosić głowy przez kilka godzin. Po 3 godz położne przystawily mi małego do piersi. Jak tylko zaczęło schodzic znieczulenie z nóg to krecilam stopami (tak mi kazali żeby przyspieszyć powrót do formy). Dostałam środek przeciwbólowy do kroplowki. Więcej nie prosiłam bo ból był znośny. Wieczorem polozna pomogła mi się usiąść. Mogłam już synka sama przewinac i wziąć do karmienia

Na noc dali mi też jakiś środek przeciwbólowy. A dzieci były całą noc przy mamach. Rano wzięłam się w garść i sama wstalam. Wyszłam do domu po dwoch dobach. W trzeciej dobie ogarnelam sobie całe mieszkanko, łącznie z myciem łazienki. W czwartej jeszcze postanowiłam odkurzyc. Trochę przesadzilam z tym wszystkim, bo zrobił mi się krwiak i 6 dni po cc, mi go usunęli (mocnym, ale bezbolesnym ucisnieciem). Ranę bylo czuć najbardziej w nocy, gdy wstawalam do małego i w ciągu dnia po dłuższym siedzeniu. A poza tym latalam jak perszing. Zdjęcie szwow zupełnie nie boli (pisze bo to była moja pierwsza operacja i byłam zestrachana )

W moim przypadku, jak widać po cc czulam się lepiej i szybciej doszlam do siebie (choć niestety jeszcze nie mogę dźwigać ani ćwiczyć). Dodam że nie jestem w ogóle wysportowana i druga ciążę zaczynałam z 10-kilowa nadwagą, która zostala po ciąży pierwszej. Wtedy przytyłam 24 kilo, teraz 17 - po 3 tyg miałam już wagę sprzed ciąży
Ot moja opowieść i moje wrażenia. Pozdrawiam Was babeczki i mam nadzieję że nie zanudzilam
