Ale sobie dogodziłam!

......... w kwestii kulinarnej;-) Tak mnie od rana do słodyczy ciągnie, że szok. Ale walczyłam dzielnie. I po prostu się poddałam. Poleciałam szybko do Herta i kupiłam pączka z marmoladką, którego zjadłam po drodze i ciastko W-Z (takiego mi Kasia smaka narobiłaś, że nie puszczało

) Właśnie po wuzetce pozostało tylko wspomnienie i najgorsze, że jeszcze bym zjadła

Ale wystarczy. Trochę chęci zaspokoiłam. Dlatego też raczej nie robię w weekend żadnego ciasta, bo i tak dziś lody i bitą śmietanę kupię to ciasto jak młody wróci od ojca. Bo inaczej to dups..ko by mi rosło w tempie zastraszającym. A lody z owocami i bitą śmietaną też są wystarczająco kaloryczne.
P dzwonił, żebym zakupy z Leclerca zamówiła z dowozem, bo mu się jechać nie chce. Ale nie mają niektórych rzeczy a ja wolę pomacać i zobaczyć

Do Biedronki podjedziemy na szybko. Kupię coś do żarcia, chemię i tyle
Koga - no wiem, że sanki i górka to najlepsze rozwiązanie. Ale nie ma śniegu. Na pewno zaliczę z dzieciakami salę zabaw i basen. We dwójkę to zawsze raźniej. A na basen może z nami pójdzie moja mama. To będzie wesoło i rodzinnie. Mój młody woli przebywać z ludźmi i lubi ich towarzystwo. Sam ze sobą szybko się nudzi ;P
A co do innych planów to pogoda je tez zweryfikuje. Przemyślałam podróż pociągiem i wycieczki i chyba lepiej to przełożyć na cieplejsze dni. Jak będzie ładna pogoda. Na kwiecień- maj. Póki dam radę się wtoczyć
A teraz to może pojedziemy do rynku na spacer i na te warsztaty, Afrykanarium + plany u babci. Może w następną sobotę pojedziemy na wycieczkę ale z P samochodem. No i jak pogoda dopisze
Wszędzie trzeba bulić kasę. Owszem mogła młodego zapisać do szkoły na półkolonie. Koszt 130 zł i codziennie maja jakieś wyjścia. Ale skoro jestem w domu to wolę z nim zostać. W tygodniu nie ma tyle czasu dla siebie
