Tak, witam w klubie

Ja też Sarę przenosiłam 14 dni i dopiero wtedy zrobiono mi wywołanie (rodziłam jeszcze w Polsce). Oczywiście oxy i przebijanie pęcherza płodowego,bo był boom rodzących i się położne chciały do północy wyrobić,a i tak byłam ostatnią rodzącą,bo nie mieli już miejsc.
A tutaj.. jutro mam wizytę u ginki i tak jak
mamagata 5 dni do terminu. Coś czuję,że znowu przenoszę, a tu robią wywołanie po 7 dniach,ale nie oxy, tylko jakieś tabletki albo koktajle i to trwa dłużej. A zresztą chyba już o tym pisałam tutaj.


Też nie wiem co ze sobą zrobić,dłuży mi się strasznie. Jeszcze pojechałam po młodą do przedszkola (to tylko 1 przystanek pociągiem, 2 minutki,ale jednak dojście na peron,do przedszkola,i z powrotem z dzieckiem), myślałam,że jest w miarę chłodno,ale niestety- w słońcu masakra.

Takie wyprawy nie dla mnie już,ledwo się dowlokłam z powrotem do domu, dopadłam lodówkę i wyduldałam szklankę zimnej Coli. Młodą wywaliłam na dwór,bo jak siedzi w domu i się nudzi,to można zajoba z nią dostać,dosłownie nic jej nie pasuje,ma fochy,niczym się nie chce bawić,a mnie szlag trafia.

Więc dziewczyny- jestem z wami w klubie oczekujących. Czekamy razem.;-)