Witajcie.
Od poniedziałku jestem w domu, a nawet nie miałam czasu zerknąć na stronkę; teraz przejrzałam pobieżnie i aż mi się w głowie nie mieści - żeby tu być na bieżąco, to chyba musiałabym cały dzień siedzieć i czytać

(a co dopiero mówić o innych wątkach, które bardzo chciałam w końcu zobaczyć).
Od poniedziałku latam, załatwiam, dziś mi weszła ekipa do robienia dachu nad kotłownią i garażem - dach odkryli i zafoliowali, a teraz tak pięknie leje deszcz...

Za rynnami dziś biegałam - cena mnie powaliła, ale cóż - życie...
Wczoraj odebrałam wynik z cytologii - stan zapalny. Dziś byłam u pani gin - stwierdziła, że materiał został poprzednio źle pobrany (jednak decyzja o zmianie poprzedniego lekarza, który to materiał pobierał, była całkowicie słuszna). Na dodatek wyniki z toksoplazmozy zlecone dopiero przez panią gin wykazały przebytą chorobę - niezbyt pocieszające, ale szczerze mówiąc nie martwię się zbytnio, bo jestem pewna, że to stare dzieje (z kotami mam kontakt od urodzenia), ale oczywiście kolejne badania w tym kierunku - wiem, że
Angel miała podobny problem; mam nadzieję, że u niej wszystko dobrze się skończyło (nie dośledziłam niestety).
Poza tym prawie cały dzień biegałam dziś bez jedzenia - wiem, że to niedobrze, bo powinnam o siebie teraz bardzo dbać, ale to się na pewno już nie powtórzy.
W domu ogólnie sajgon (a mąż tak pięknie wysprzątał wszystko przed moim powrotem

), więc jutro od rana czeka mnie dużo pracy w domu i kilka ważnych wizyt, więc pewnie znowu nic nie poczytam - może wieczorkiem (no i przy śniadanku ;-) ).
Życzę wszystkim spokojnej nocy i udanego startu w nowy dzień
