A co w takim razie ze wskazaniami psychologicznymi?
Przecież nasza psychika jest tak samo ważna jak nasze ciało. A może nawet ważniejsza.
Są kobiety, które sobie nie wyobrażają SN i choćby nie wiem kto i jakimi dobrodziejstwami tej formy porodu je kusił to one i tak wola cc. Sama do takich należę. Nie przekona się mnie i już. Moja sprawa czy wole zostać pokrojona czy zeszyta między nogami.
A tak w ogóle to czy ktoś się zastanowił nad takim małym drobiazgiem...wskazana liczba cesarek, na poziomie bodajże 10% jest zalecana przez WHO, światowa organizacje zdrowia. Ta sama organizacja pieje hymny pochwalne na temat tego, żeby karmic dziecko piersią do ukończenia przez nie pierwszego roku życia. Ale tego nie nakazuje. Nikt się nie sprzecza z faktem, ze mleko mamy jest najlepsze jednak kobiety maja wybór jak chcą karmic. Naturalnie czy butelka. A jeśli chodzi o cesarki, gdzie tak naprawdę to kobieta ponosi większość konsekwencji, to już wydaje się, ze wyboru nie ma albo mieć nie powinna.
Czyli zmuszamy do rodzenia SN, mimo, ze to może być dla niektórych traumatyczne przeżycie ale nie zmuszamy do kp, mimo, ze dobre strony tego rozwiązania są jasne dla wszystkich...?