• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Poród w czasie zarazy

Dziewczyny, jak to teraz wygląda w szpitalach, chodzi mi o poród? Jest zapewnione wszystko tak jak było przef tym całym cyrkiem ? Rodze w lutym i powoli przeraża mnie to. Mój szpital do ktorwgo mialam zamiar jechać w razie porodu (8km) już zmienili na covidowy, nie będzie tam porodów, inne 40 km ode mnie. Może jest tu ktoś z Leszna ? Pozdrawiam i życzę zdrowia :)
 
reklama
Ja rodzilam 4mc temu i oprócz braku męża obok i paczki przynoszone pd męża przez salową to nie odczułam różnicy. Na pewno jest ciężko nie mając nikogo u boku ale personel stara się więcej pomagać.
 
Też się boję, ale bardziej tego, że każą mi zrobić test, wyjdzie pozytywny i odizolują mnie od dziecka. Podobno tak już robili, ale nie mają do tego prawa. Nie zniosłabym tego, gdyby moje dziecko zamiast po urodzeniu trafić na moje ciało, trafiło do osobnej sali.
 
Ja się boje traktowania, kiedy będę rodziła, bo nie będzie przy mnie partnera. Już nie wspomnę, że nie da się skontaktować z nikim że szpitala żeby dowiedzieć się co i jak... Przerażające.
 
Ja rodziłam dopiero co, w Krakowie. Też się bałam nowych przepisów itp ale było jak najbardziej ok - chociaż przez brak męża trochę samotnie.
Nie musiałam robić testu, na wejściu ankieta epidemiologiczna i mierzenie temp., poród przez CC, na oddziale wszyscy mam wrażenie 2 x bardziej empatyczni i pomocni przez obecną sytuację, czułam się bardzo mocno zaopiekowana nie tylko pod kątem medycznym ale też zwykłej ludzkiej empatii.

Najbardziej przed porodem bałam się mieć objawy infekcji / zachorować na Covid, dezinformacji i konieczności rodzenia w innym szpitalu, odseparowania od dziecka właśnie itp.
To były najgorsze obawy.
 
reklama
U mnie to w sumie była tragedia... Na samym początku wspomnę że koniecznie chciałam rodzic naturalnie. Sam porod ok chociaż przez brak partnera trochę smutno. Miałam termin na 1 października... I tak w skrócie przyjmowali do szpitala i odsyłali do domu (jeździłam do 2 innych szpitali ) ... W końcu 14 października zadzwoniłam do szpitala w którym 2 lata temu rodzilam syna i kazali przyjechać na czczo na drugi dzień rano ( I tylko płakałam cała noc że będę miała cc A strasznie się bałam ) . No i faktycznie wszyscy chcieli żebym miała cc bo corka podobno ważyła 4544g ... Ale po badaniach i wogole spróbowali wywołać i corka o 15:30 była na świecie i ważyłam 4 kg . A podsumowując... Ogólnie nic się nie zmieniło opieką też okey Ale powiem że czekać aż 2 tygodnie żeby cokolwiek zrobić to szok ... przecież moje dziecko mogło się żywe nie urodzic...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry