witajcie nowe mamunie!
Hej anula! hej laseczki.
mamo majki i anula nie bójcie się. naprawdę nie jest zle. nie powiem nic o porodówce, bo w zasadzie bylam tam tylko chwilę. dwie godziny na łozku, wiec zabardzo nie wiem. opiszę od początku.
wtorek, 15 marca, 5.15
odeszły mi wody, wykąpałam się, ogoliłam nogi i co tam trzeba, dopakowałam torbę, mój mąż prawie dostał zawału, ze się nie spieszę, napisałam na forum, ze mi odeszły wody haha, po drodze zatankowaliśmy i około 6.30 bylam na izbie przyjęć na porodówce. zanim wypytali o wszystko, sprawy porządkowe, biurowe, byla prawie 8. położyli mnie na łóżko (to stare mi się dostało, zimne i skrzypiące), podłączyli do ktg. wody leciały jak durne

kolo 10.30 pojawiły się bóle. już wczesniej zrobiliby mi cesarkę (miałam skierowanie na cesarkę) ale robili jednej dziewczynie przede mną i musialam czekac na swoją kolej.
o 11 wjechałam na sale o 11.25 Helenka była już na swiecie. po 10 minutach zawieżli mnie na sale i już. Helenka trafiła do inkubatora, ale tego otwartego, zeby ją dogrzać, bo miala 2260 wagi. nie widzialam jej tego dnia. i to chyba bylo najgorsze. nikt mnie nie zapytał czy chcę ją zobaczyc, czy potrzymac nic, zobaczylam następnego dnia wieczorem, ale na noc pielęgniarki zabrały dzieci, powiedziały, zebyśmy się jeszcze wyspały (wszystkie 3 na sali bylysmy po cesarce tego samego dnia). następnego dnia przyprowadzili Hesie rano i została już ze mną, to był czwartek, cały piątek byliśy jeszcze w szpitalu, no i w sobotę się rozpłakałam i powiedzialam ze chce już do domu.
mialam mega niewygodne łóżko, nie dosięgałam nogami do ziemi, a z rozprutym brzuchem to nie latwe. nie moglam kaszlnąć, kichnąć, przekręcić się na łóżku ani nic. no i nie chcieli mnie wypuścić bo Helenka straciła na wadze, miala 2100, ale wypuścili. i całe szczęście, bo chyba bym zwariowała tam,
najgorsze byly te baby od noworodków, nic nie mozna się doprosić. eh......