Hej dziewczny! W końcu mam chwilę, żeby napisać jako to wszystko było. ;-) O 3.00 rano w poniedziałek, kiedy smacznie sobie spałam odeszły mi wody. Poszłam szybko do łazienki, umyłam się i zadzwoniłam do swojej położnej. Spotkaliśmy się na izbie przyjęć i sprawy papierkowe poszły dość szybko. Badanie, lewatywka i na porodówkę zawitałam około 4.30. Miałam wtedy 3cm rozwarci i delikatne skurcze. O 5.00 skurcze były coraz mocniejsze, a od 7.00 myślałam, że oszaleję!!! :-) Przyszedł dr Sroka na badanie, bardzo fajny gość, czekał aż mi się skurcz skończy i dopiero badał. Moja położna cały czas przy mnie, kontrolowała wszystko, podała mi te czopki i się zaczęło. Czas tak szybo leciał, a ja czułam się jak w MATRIKSIE.Dodam, że jak mnie złapał konkretny skurcz to wymiotowałam jak kot, o ludzie masakra! Miałam kwalifikacje do znieczulenia, ale nie było anestezjologa, z resztą przed 8.30 okazało się że mam już 7cm rozwarcia i to kwestia godziny. Dostałam kroplówę, po której poszło jak cholera. Położna zabrała mnie do wanny i tam poczułam mega ulgę, nie bolało tak mocno. Jak wychodziłam z wanny to już czułam, że coś się dzieje i krzyczałam do Karola i położnej, że to już to. Mój mężuś był cały czas ze mną i jestem z niego mega dumna, bo zazwyczaj nawet nie wytrzymuje pobrania krwi, a tutaj przeszedł samego siebie. Trzymał mi głowę,pilnował żebym oddychała i przy partych szeptał do ucha: "dasz radę". Mobilizowało mnie to. ;-) Po 9.00 usłyszałam, że mamy pełne rozwarcie i neagle zjawił się sztab ludzi. Przyszła nawet pani Wioletka ze szkoły rodzenia i mi pomagała, kochana kobieta! Okazało się że główka Amelki ułożyła się pod skosem i co ja troszkę ją wyparłam to ta po skończonym skurczu się cofała. Kilka pozycji, masaży i troszkę było lepiej. Sroka cały czas nadzorował sytuację, powiedział, że jeżeli zaraz nie urodzę to jedziemy na cesarkę. Moja położna zaczęła działać i po kilku partych usłyszałam mamy ją!!! O 10.17 zobaczyłam moje maleństwo z owiniętą pępowiną 3x wokół szyjki. Położyli mi ją na brzuch, Karol przeciął pępowinę, a ja płakałam jak wariatka! :-) Emocje niesamowite! Później na jednym skurczu urodziłam łożysko. Przynieśli mi jeszcze Amelkę na chwilę, zrobili zdjęcia i zabrali na noworodkowy. Szyła mnie Jaworucka, czy jakoś tak. Zostałam nacięta, ale mimo to pękłam i mam dużo szwów. Mnie nie boloło szycie, te znieczulenie działało na mnie. Było mi strasznie zimno, aż mną rzucało. Nakryli mnie 2kocami, ale ugrzałam się dopiero na noworodkowym. Po 2godz. zawieźli mnie na salę nr 12, na przeciwko dyżurki pielęgniarek, więc miałam blisko jak miałam wątpliwości. Niestety leżałam z dziewczyną która miała autyzm i padaczkę i generalnie była stuknięta! Nie myła się zbyt często, chodziła z gołym tyłkiem, jęczała cały czas ze boli i leżała rokraczona na łóżku, więc wszystko było widać. To było ochydne!!! Pielęgniarki cały czas przychodziły i zwracały jej uwagę ale nic nie pomagało. Po jednej nocy miałam już dość. Pielęgniarki pomagały mi na początku, ale jak zobaczyły że daję sobie radę to jeśli chodzi o pielęgnację to zrobiły tylko kąpanie. Ogólnie pobyt w szpitalu oceniam bardzo dobrze, nikt nie był opryskliwy, wręcz przeciwnie pielęgniary na noworodkowym żartowały ze mną, zagadywały i często przychodziły pytać czy wszystko gra i czy potrzebuję pomocy. Może chciały mi wynagrodzić to że leżę z tą dziewczyną na sali! ;-) Od środy jestem w domku i cały mój czas poświęcam Amelce. Prawie cały czas wisi na cycu. :-) Na początku miałam mało tego pokarmu, ale już się rozkręca. Od pierwszej chwili jakoś załapałyśmy z Amelią o co chodzi w karmieniu. Byłam nawet w szoku, że od razu chwyciła. Jestem troszkę zmęczona, ale szczęśliwa, bo mam mojego szkrabka przy sobie! Buziaki!