Cześć Dziewczyny

!!
Co do jedzenia, to faktycznie, tak jak pisze
Wesolutka, jest kiepskie, no i pory takie, jak napisała - 7:30 śniadanie, 12:30 obiad, 17:00 kolacja ( potem już nic

).
Śniadanie i kolacja są zawsze wg jednego schematu tzn. białe pieczywo, trochę takie bułkowe, ze 3 kromki, do tego kosteczka masła 1cm na 2 cm i jakiś dodatek, najczęściej łyżka białego sera rozrobionego ze śmietaną albo ze 3-4 plasterki szynki, albo sera żółtego albo łyżka dżemu. Szczerze mówiąc, to ja zawsze wykorzystuję pieczywo, a masło i dodatek oddaję, bo jestem przeczulona na punkcie chemii w żywności, a ta, którą tu dają nie wygląda na taką bez emulgatorów. Także wędlinę i sery mam swoje.
Na obiad jest zawsze zupa na bazie warzyw, w zasadzie codziennie ma ten sam posmak, tylko lekko się różni, ale nawet się do niej przyzwyczaiłam i zjadam codziennie do końca ( z resztą dużo jej nie ma ;-)), drugie danie to z reguły ziemniaki, dodatek w postaci surówki i mięso. Raczej tez udaje mi się jakoś zjeść, przy czym, ja jestem na ścisłej diecie wątrobowej, więc dostaję lżejszą wersję tego, co pozostałe dziewczyny ( dostaję to, co mamy karmiące ) i uważam, że moje drugie danie jest bardziej zjadliwe niż to, co dostaje reszta. To, co mogę zapisać na plus, to przy diecie szpitalnej, bardzo ładnie mi się poprawiły w krótkim czasie próby wątrobowe, więc ja nie mam na co narzekać, bo i tak nic wyjątkowego bym nie mogła teraz jeść

. Z resztą, podczas krótkiego pobytu po porodzie dacie radę

, a mnie się już dawno żołądek skurczył, więc dużo do szczęścia mi nie potrzeba ;-)...
Lenka,na szczęście ja już dawno mam całą wyprawkę łącznie z wózkiem przygotowaną, więc w zasadzie przynajmniej tym się nie muszę martwić

.
Katarinna, ja też kupiłam Bepanthen, który poleciła mi koleżanka, która rodziła na Ż. 9 miesięcy temu i wtedy wszyscy polecali Bepanthen, a teraz jak byłam w odwiedziny u koleżanki z pokoju, która rodziła w poniedziałek, to mówiła, że jest wielka nagonka na Bepanthen i wielce promują Linomac

. I bądź tu kobieto mądra...
Zibka, teoretycznie dałoby radę, żebym wyszła do domu, ale w sytuacji, gdy zależy mi na tym, żeby cesarka była 18.03 w związku z rocznym macierzyńskim , to muszę cierpliwie siedzieć tutaj, żeby mi jeszcze przez te półtorej tygodnia wzmocnili wątrobę na tyle, żebym jakoś dotrwała do końca, no i muszą mi obserwować łożysko, wody płodowe, tętno dziecka i przepływy. Z reguły cc umawia się tydzień przed planowaną datą, a ja chcę o 4 dni później, więc lepiej, żeby lekarz miał mnie na oku do końca...
Ech, swoją drogą, ostatnio leciał taki stary polski film "Milionowy obywatel" i za urodzenie milionowego dziecka kobietki miały dostać traktor, wózek itp... Trudno się gorzko nie zaśmiać, jak się jest w analogicznej sytuacji...
