2 września miałam wizytę u swojej gin. Na badaniu z moczu wyszło mi podwyższone białko do tego jak zmierzyłyśmy ciśnienie miałam 170/130, opuchnięcie całego ciała...no i Pani doktor zadała pytanie czy mam przy sobie torbę do szpitala ( a ja już ją woziłam w aucie w razie czego). Więc dostałam natychmiastowe skierowanie do szpitala, bo stwierdziła u mnie zatrucie ciążowe. W szpitalu po tabletkach na obniżenie ciśnienia nic nie spadało, dostawałam dożylnie antybiotyk na zbicie białka...i na drugi dzień wieczorem uzyskałam informację żeby być na czczo rano, bo prawdopodobnie zakończymy ciąże wcześniej bo lekarz podejrzewa rzucawkę zagrażającą naszemu życiu...i rano szybka informacja że idziemy na cięcie

Ja już taaaka w emocjach że to tak szybko i niespodziewanie

Na sali porodowej cały czas rozmawiali ze mną lekarze, operację przeprowadziła moja Pani doktor, więc zawsze to raźniej... wyciągli moją córkę :" no i jest dziewczynka" a ja oczywiście popłakałam się ze wzruszenia, Gdy mnie zszywali to wzięli maleństwo na ważenie i mierzenie przy którym mąż uczestniczył. Następnie zostałam zawieziona na salę dwuosobową i potem przystawili mi mojego żarłoczka do cycusia

Jak ładnie zaczęła ssać odrazu (mała przyssawka). Urodziła się o 11.30, a w nocy o 11 kazali mi już wstać, i się rozruszałam odrazu, było ciężko ale przynajmniej mogłam już sama wstawać do dzidzi.. Na drugi dzień okazało się że wyszedł mi straszny krwiak po cięciu i musiałam go smarować maścią a oni obserwowali cna USG czy się nie powiększa. Do tego mała dostała żółtaczki w 3 dobie i leżała w inkubatorku półtorej doby...Ale cały czas przybierała na wadze więc nie musieliśmy dokarmiać, a z tego co zauważyłam dokarmiali większość dzieci właśnie sztucz nym.Jak małej zeszła żółtaczka, to u mnie stwierdzili że krwiak sam się jednak nie wchłonie i muszą go "upuścić"....o Boże żeby to jeszcze było delikatne i ze znieczuleniem, a tu na żywca przez 4 dni mi go upuszczali, a potem znowu chodziłam jak kaleka;( Ale wszystko skończyło się dobrze. Na ściąganie szwów mam się zgłosić już w poniedziałek.
Jeśli chodzi o opiekę w szpitalu, to naprawdę super, Panie bardzo pomocne pomagają przystawić do piersi, pokazują różne wygodne pozycje do karmienia, ewentualnie sposoby na leniuszków które przysypiają podczas karmienia

. Ubranka dla dzidziusia radzę mieć swoje, nasza od tych szpitalnych dostała lekkiego uczulenia, a odrazu jak przebrałam małą w jej ubranka to chrosteczki zeszły. Chłopczyk który leżał obok nas dostał takiego uczulenia od tych detergentów pościelowych że był cały w kropkach i musiał być kompany w nadmanganianie potasu codziennie. Więc myślę że lepiej uniknąć takich wysypek...bo te pościele i ubranka szpitalne to nie są praane w tych fajnych dzidziusiowych proszkach tylko w silnych detergentach odkażających;( niestety...
Trochę musiałyśmy dłużejpoleżeć w szpitalu, ale w końcu nas wypuścili, a w domu to człowiek odrazu zdrowieje i lepiej się czuje

Mała spokojna, je cały czas z piersi, mam bardzo dużo pokarmu, więc często ją dostawiam do piersi żeby rosnął mój krasnalek

Wczoraj miałyśmy pierwsze kąpanie z położną, spokojnie obeszło się bez płaczu. Natalka bardzo pocieszna

Oboje jesteśmy zakochani w córci
