no mam chwilke czasu to opisze Wam jak to u mnie wyglądało;-)
Całą noc z 4/5wrzesnia mialam bole takie jak na miesiączke ale wydawalo mi sie trwaja cały czas , więc to nie skurcze a jesli juz to na pewno przepowiadacze...od rana z ciekawosci zaczelam mierzyc przerwy miedzy nimi i byly tak ok 10min w poludnie ok 8 min czasem 5 min ale caly czas bylo to bardzo nieregularne wiec wogole nie pomyslalam ze to moze być "To" "Ten dzień":-) po obiadku ok 16-stej gralismy z męzem w Scrablle i łapało mnie już tak co 5-4 minuty coraz intensywniej. poszłam do wanny. jak wyszłam skurcze były już bolące bardzo co 2,5 minuty. Wtedy dopiero do mnie dotarło że naprawdę RODZĘ!!! Lekka panika sprawdzenie torby i na IP. Na izbie bylismy 18.30 . 40 minut trwala papierologia. USG , badanie - rozwarcie na 5 cm. Już wtedy zostałam poinformowana ze na ZZo raczej już za późno.No i wylądowaliśmmy na bloku porodowym w sali numer 2 . Położna baaaaardzo miła kobita(nie pamietam jak sie nazywała) plus studentka położnictwa podpięły mnie pod KTG. lezałam 40 min , skurcze miałam krzyżowe , który nawet zniosłam nieźle dzięki masażom męża. po Ktg poszłam pod prysznic, jak wróciłam miałam już pełne rozwarcie...trwało to naprawdę błyskawicznie. Od 20.30 czekaliśmy aż głowka zejdzie do kanału.... i toooo był najgorszy etap....mega bóle , darłam sie w niebogłosy. Chciałam rodzić na krzesełku porodowym, ale ginekolozka i połozna stwierdziły że zrobią mi pozycję siedzącą z łóżka i będzie to samo...nie wiem czy do końca było:/ Skurcze miałam nieefektywne więc podpięli mi oksytocynę na samą końcówkę. po niecałej godzinie kazali mi przeć (z tym miałam największy problem nie wiedziałam jak to robić

) Jak pojawiła się głowka pozwolili mi ją dotknąć i w sumie jeszcze dwa parcia i Zosia pojawiła się na świecie:-)Dokładnie o g 21.25.
Emocje nieziemskie , Mąż się popłakał, ja byłam chyba w zbyt dużym szoku, troszke tylko oczyscili i dali mi ją do kangurowania od razu i zabrali się za szycie krocza..bo nacieli mnie troche. Zszywanie nie bylo zbyt przyjemne, znieczulenie nie do konca dzialało ale dałoby się przeżyc gdyby nie trwalo dlugo...a w moim przypadku troche to trwalo bo podczas szycia zemdlała ta studentka połoznictwa i wszyscy sie nią zajmowali(łącznie z moim mężem) zamiast mną!!!;-)