reklama

Poznajmy się

Temat na forum 'Poronienia' rozpoczęty przez Pati.b, 24 Czerwiec 2009.

  1. Pati.b

    Pati.b Fanka BB :)

    Myślę że łatwiej nam będzie ze soba się komunikowac jak napisze każda z nas coś o sobie, może zaproponuję żebyśmy pisały w ten sposób:

    Imię Patrycja
    Wiek ur 1986r :zawstydzona/y:
    Nasze dzieci aniołki 23.12.08 (10tc), 29.06.09 (10tc), Michał urodzony 11.12.2010r oraz córcia w brzuszku - termin porodu 21.10.2012 r.
    Miejscowośc bądz okolice pochodzenia Śląsk Żory
    Zainteresowania rękodzielo-głównie szydełkowanie ubranek, serwetek itd.
    Praca/Szkoła Bez pracy; studia na akademi ekonomicznej;-)
    Zawód prawie mgr Rachunkowości
    Mąż/Partner Adam mąż

    Inne ifno np
    gg 13760165

    Stracilam dwoje dzieci w wyniku obumarcia ciazy...pierwsza ciaza-od poczatku bylo cos nie tak, najpierw plamienia, dostalam na nie zastrzyk i duphaston plamienia ustaly ale ciaza byla mniejsza o 2 tygodnie, pozniej okazalo sie ze ciaza stanela na 6tygodniu, serduszka w ogole nie zobaczylam... druga ciaza bylo wszystko ok za wyjatkiem malego krwiaka na ktory dostalam luteine dopochwowo i krwaiak zniknal ale dzidzius umarl w okolo 8tygodniu, mial juz raczki, nozki, glowke ale serduszko nie bilo w 10tygodniu... w pierwszej ciazy chodzilam do lekarza wyludzacza pieniedzy moim zdaniem od poczatku wiedzial ze jest zle, ale sciemnial ile sie dalo bylam u niego 4 razy i zaplacilam nawet jak bylam tylko po skierowanie. Druga ciaze prowadzil mi dr czuba (przyjmuje w zorach a pracuje w szpitalu w rudzie slaskiej godula) moim zdaniem najlepszy lekarz na jakiego trafilam...
    szpital: ciaza 1 oczywiscie odbyl sie zabieg pod narkoza na szczescie a nie pod zwyklym znieczuleniem, jednak mam zal do lekarzy ze nie poczekali na samoistne poronienie wywolane lekami, bo leki dostalam (nazwy nie podam gdyz moga pozniej one sluzyc jako wskazowka dla ludzi chcacych dokonac aborcji) ale lekarzom sie spieszylo zeby mnie jak najszybciej wygonic i wykonali zabieg chociaz moim zdaniem wystarczyly te leki.
    szpital:ciaza 2, dostalam na wywolanie poronienia leki, 3 serie i podzialaly, wprawdzie trwalo to duzo dluzej niz za pierwszym razem ale dla organizmu to o wiele lepsze niz inwazyjne lyzeczkowani, poronilam samoistnie w szpitalu w ciagu 4 dni.... to tyle wiecej informacji moge podac na priva..

    lekarze nie znalezli przyczyny, mimo wykonania wielu badan (badania opisane na watku badania po poronieniu).
    Bede probowac dalej.. bo wierze ze wkoncu zostane mama

    edycja: 20.04.2010 - ciąża trzecia dziś zaczął się 5 tydzień, wierze w moje dzieciątko że przetrwa wszystkie trudności :-)

    edycja: 31.05.2010 - 10 tydzien i 6dzien, serduszko BIJE 160/min dzidzius ma 4CM !! jestem przeszczesliwa

    edycja: 14.07.2010 dziś 17tc 1dn- usg genetyczne w 12 tc 8.06.2010 wszystko ok, maluszek rośnie jak na drożdżach, 14tc 28.06.2010 - maluszka już nie da się zmierzyć na usg od tej pory wzrost będzie podawany w formie wagi malucha :) następna wizyta 22.07.2010 a później usg połówkowe 9.08.2010

    edycja19.08.2010 dzis 22tc: usg połówkowe w 20tc i 6dniu9.08.2010 wszystkie narzady ok, BEDZIE SYNEK waga 340gram :-D , imie jeszcze nie wybrane ale mysle ze niedlugo cos wymyslimy. wizyta u lekarza 21tc i 6dn 16.08.2010 podejrzenie cukrzycy ciazowej... zobaczymy co na to diabetolog...

    edycja 02.10.2010 dziś 28tc 4dn: będzie Michałek :-) powolutku szykujemy wieksze zakupy, łóżeczko i wózeczek :-D, cukrzycy ciążowej ostatnio jednak nie miałam, teraz musze i tak powtarzać glukoze 75mg co miesiac bleee.....

    edycja: 13.11.2010 dziś 34tc 4dn: cukrzycy nie mam :-); usg w 30tc Michałek ładnie się rozwija, urósł do prawie 1400gram :-) pokazał nam nawet dziurki w nosku :-), kolejna wizyta w 33tc okazuje sie że skraca mi się szyjka przez co mam zalozony pessar ale jest ok :-) lekarz mi go ma ściągnąc po 37tc więc juz niedługo a potem to mogę już rodzić :szok: mój cud niedługo pojawi się na świecie :-). łóżeczko przygotowane, ubranka poprane i poprasowane (przesadziłam z ilościa ale co tam... :-D) niedlugo zamawiamy wózek, fotelik juz mamy :cool2:

    edycja: 07.02.2011 dzis Michałek ma 8 tygodni i 2 dni :-) tak udało się nam dobrnąć do konca :-) maly cud urodzil sie 11.12.2011r. o 2:20 :-) dzien wczesniej miałam zdjęty krążek :-) mam jeszcze zdjęcie z usg z tego dnia. Może opiszę teraz swój poród jesli maly mi pozwoli ;-). W nocy 10.12 rozmawialismy z mezem i marzylismy jak to bedzie jak juz maly sie urodzi, mąż upieral sie ze w weekend urodzie tym bardziej ze na wizycie lekarz stwirdzil odchodzacy czop i rozwarcie na 1,5 palca. smialismy sie z czegos az ja nagle poczulam pykniecie i lekko zabolalo, powiedzialm tylko "ała" a moj mąż "co się stało" a ja mu na to " a tam chyba nic..." odwrocilam sie na drugi bok i czuje ze robi sie mokro...oho chyba jednak cos sie dzieje... usiadlam na łóżko dobrze ze podlozylam sobie podkład bo w ten dzien zachcialo mi sie przebrac posciel i wyprac tez ochraniacz na materac, zaczely mi odchodzic wody. chcialam isc do wc ale złapal mnie odrazu skórcz odczekałam troche i wstałam do tego wc, musialam isc szybko bo kolejny skórcz nadchodzi a wody dalej sie sączyły... moj sie pyta " JUŻ?!!!!!" przerazony maskarycznie ;-) ja mu krzycze że nie wiem że może prysznic wezme :eek: (idiotka) siedze na kibelki a tam leci i leci i lecie :sorry: i skorcze co chwile i to takie bolące już :confused2: se mysle kurcze przeciez na SR gadali ze na poczatku skorcze beda tak co 30-20 minut a ja mialam odrazu co 3 minuty.... no nic wyszlam z łazienki po drodze mialam ze dwa skorcze :confused2: doszlam do pokoju moj chlop lata i szuka sama nie wiem czego chyba majtek bo byl na golasa:baffled: i sie jeszcze spytal z 5 razy czy juz jedziemy.... ja mówie ze tak i sycze bo znowu skórcze atakowaly :confused2: no i tak z wielkim trudem sie ubralam i o 00:40 wyladowalismy w szpitalu. tam papierkologia i durne pytania po kilku takich pytanich mialam dosc a jak zapytali o nr telefonu meza to im tylko ryknelam " a skad ja mam wiedziec jaki on ma numer tel. do cholery!" :laugh2: a jak zapytali o imie mojego ojca to im powiedzialm "NIE WIEM!". Zbadali mnie wreszcie a tam 2,5 palca rozwarcia... i gadaja ze skorcze mam marne i ze szybko nie urodze :baffled::baffled::baffled: mialam ich dosyc, wyslali nas na przedporodowa na pilke itd byla chyba 1:15 poskakalam na pilce, wody sie saczyly, robilo mi sie niedobrze ale nie żygałam :-p jeczalam i stekalam i wbijałam palce w plecy meża. wkoncu poszlam pod prysznic... a tam zimna woda :angry::angry: zanim z rur splynela letnia to troche to zetrwalo... maz leje mnie prysznicem, i w pewnym momencie zaczol cos grzebac przy swoich skarpetkach (potem sie dowiedzialam ze byl caly mokry :rofl2:) i lał woda po scianie a nie po mnie :angry: "lej mnie po brzuchu a nie po scianie"... po paru minutach prysznica czuje sie coraz dziwniej boli jak cholera do tego nie zrobili mi lewatywy bo u nas nie robia i czuje ze musze na wc... myslalam ze naprawde musze sie załatwic.... usiadalam na trona i zamiast kupy to poczulam parcie główki :szok::szok:dotknelam sie za krocze i faktycznie główka już wychodzila.... musialam wtedy glosno ryknąć "GŁÓWKA?!!!" bo przyleciala polozna odrazu, kaze mi wejsc na jakies dziwne łóżko co niby mialo sluzyc dla wygody przed porodem (bylo takie krzywe w litere S" i sprawdzila czy faktycznie to głóka bo mi nie wirzyla ze tak szybko... i "FAKTYCZNIE PEŁNE ROZWARCIE, MIGIEM NIECH PANI IDZIE NA PORODOWKE" "nie dojde przeciez....:rofl2::angry:" moj maz wiec proboje mnie wziasc na rece, z tym ze lapie mnie za jedno udo..... i proboje podniesc (jego przerazonej miny nie zapomnie do dzis) mowie mu"zostaw mnei sama dojde" i szybko zanim mnie kolejny skorcz zaatakowal zeszlam z tego wyra.... i na golasa pedem na porodowek korytarzem a za mna biegł mój mąż :laugh2: i krzyczał "czekaj wolniej, ja potrzymam" mysle kurde co on chce potrzymac ?:eek:...chcial potrzymac glowke malego... bo myslal ze wypadnie i biegl za mna trzymajac rece miedzy moimi nogami-wyobrazcie sobie ten widok.... . no i tak dobiegliśmy, kaza mi sie wgramolic na fotel porodowy... a ja akurat mialam skorcz.. no ale wciagneli mnie jakos , byla godzina 2:00 i każa przec, ja pre ale zle bo dmucham powietrzem... maz kaze mi oddychac i dmucha mi w oczy :rofl2: mowie mu zeby przestal na mnie dmuchac :laugh2: no i przestaje ale oddycha sam jakby sam rodzil :rofl2: bolalo jak nie wiem ale smiac mi sie wtedy tez chcialo jak nie wiem :-D ja pre a tu nic główka nie chce wyjsc i polozna mowi do drugiej"nie przejdzie, musze naciac" :szok::szok: wystraszylam sie i mowie "nie chce naciecia, nie tnijcie mnie" tak sie przestraszylam ze skorcze mi przeszly na pare minut-mialam chwile zeby odetchnac :-) ale juz wiedzialam ze beda mnie nacinac... i chyba z tego strachu poczulam jak mnie nacinaja choc byl skorcz ale ponoc ryknelam wtedy najbardziej z calego porodu... i o 2:20 maly szybko wyskoczyl i odrazu wydal okrzyk ŁA ŁA ŁA ŁA ŁAAAAAaaaaa.... i potem cisza... patrze a on sie rozglada :-) "co sie stalo, co ja tu robie???" o taką miał mine :-D.

    edit 01.09.2012: czekamy na kolejnego szkraba, tym razem córcia, dziś jestem w 33 tygodniu ciąży, jeszcze chwila i będziemy mieli kolejnego malucha w domu, będzie ciężko ale jakże przyjemnie i wesoło :-) kolejny poród opiszę za kilka miesięcy

    pamiętajcie każda z was doczeka takiej chwili. jakby ktoras miala jakies pytania to piszcie na gg lub pw :-)
     
    Ostatnia edycja: 1 Wrzesień 2012
  2. Motyl 12

    Motyl 12 mama Veroniki i Rysia

    ///
     
    Ostatnia edycja: 24 Czerwiec 2009
  3. reklama
  4. kobietka22

    kobietka22 Gość

    ja sie przedstawiam bo tego nie zrobiłam :zawstydzona/y:
    Imie: Marta
    Wiek: ur 1987r
    Nasze dziecko: Aniołek 07.08.07 (5tc) wg owu.
    Miejsce zamieszkania: Kutno Łódzkie
    Zainteresowania: kulinaria (szczególnie makaronowe:-))
    Praca: bezrobotna
    Zawód: Sprzedawca/ Kelnerka
    Mąż: Przemek


    Straciliśmy maluszka z niewiadomej przyczyny zanim zdążyliśmy zobaczyć cokolwiek na usg było już po wszystkim, wystąpiły silne bóle jak w @ i wysoka gorączka , lekarz stwierdził-domyślnie infekcje ,ale nie zlecił żadnych badań, obecnie jestem w trakcie badanek i leczenia ząbków przed starankami:tak:
    mój zabieg to jeden wielki koszmar wykonany w "znieczuleniu" miejscowym ketonalem , to były najgorsze chwile mojego życia.
    Jestem pełna wiary w to ,że będzie nam dane urodzić i patrzeć jak dorasta nasze maleństwo.
    Witam was wszystkie cieplutko i przytulam nowe Aniołkowe mamy zapraszamy do wątku ciąża po poronieniu.Na tym forum odzyskuje sie wiare w lepszą przyszłość.


    Znam dwuch lekarzy ,którzy są dla mnie rzeźnikami poprostu jeśli któraś z was będzie szukała dobrego lekarza z woj Łódzkiego z Kutna i okolic to piszcie do mnie na pw ja podam wam nazwiska tych złych lekarzy żebyście nie przechodziły przez to co ja i moja siostra podałam nazwiska na innym wątku , jeśli ,któraś z was szuka lekarza w tych rejonach to chętnie pomoge znaleźć dobrego lekarza i uniknąć takich ludzi.
     
    Ostatnio edytowane przez moderatora: 26 Listopad 2009
  5. ola**

    ola** Fanka BB :)

    Imię Aleksandra
    Wiek ur 1985r
    Nasze dzieci kochane aniołki Gloria i Wiktoria 08.10.2009 (22tc)
    Miejscowośc Warszawa
    Praca nauczyciel , trener
    Mąż/Partner Marek



    Oj jak cieżko do tego wracać:( ale od początku. Ciąży nie planowałam.Do tej pory nie wiem kiedy nam sie udalo:) z moim narzeczonym jestem od 8 lat, studia skonczone wiec tragedii nie bylo.Powiem wiecej szybko zaczela sie ogromna radosc! Zwlaszcza gdy okazalo sie,ze nosze brzuszki podwojne szczescie.Bardzo sie cieszylismy.Zwlaszcza ja panikara:) wyobrazilam sobie,ze czeka mnie jedna ciaza,jeden porod i ewentualnie pare lat pozniej dzidzia na deserek:)Bowiem uwielbiam dzieci. ciaza przebiegala bardzo dobrze,troche wymiotowalam,mdlilo mnie czasem i tyle. po magicznych trzech meisiacach odzylam i czulam sie swietnie! tydzien przed zakonczeniem zmienilam lekarza.moj dotychczasowy bral duzo kasy. przeczytalam ze nie umie robic usg (co niestety sie potwierdzilo).nie okreslil jakie sa moje bliznieta jednojajowe czy dwu.kosmowkowosci nie okreslil.a to bardzo wazne. u nowej pani doktor bylam raz.umowilam sie na usg polowkowe.niestety tydz przed odeszly mi wody plodowe:(czemu.nei wiem.lezalam na lozku i ogladalam film.nic mnie nie bolalo nawet! pojechalam do szpitala.czekalam w poczkealni prawie 2godz.ludzilam sie ze to moze nie wody.bo lecialo bardzo duzo,ale przy sikaniu.w koncu obejrzala mnie mloda pani doktor.wziernik wypadl jej z reki.z wrazenia chyba.powiedziala ze 20tydz to za wczesniej i ze to poronienie.na usg dzieci zyly.dostalam na noc pelno ligniny mialy przyjsc skurcze i krwawienie.nie przyszly.rano zmienilam szpital. zrobiono mi bardzo duzo badan.infekcji nie bylo(crp w normie). dwa tyg lezalam .antybiotyki itd. ktoregos ranka cos mnie zaczelo ni to bolec,ni to piec.balam sie ze to zapalenie pecherza?(czesto miewalam).lekarka mnie obejrzala stweirdzila ze to obtarcie i kazala smarowac mascia nagietkowa. potem zaczely bolec mnie plecy,promieniowalo do brzucha ,ale na jedna strone.stweirdzili ze to od lezenia ciaglego. kolo 17tej obejrzal mnie lekarz i poczul napierajaca glowke.polaczyli mnei po pompe z mg.przyszly skurcze co 3minuty.noc przetrwalam bo bardzo chcialam zeby ustaly i wierzylam!!! niestety rano glowka juz byla widoczna.oksytocyna i porod naturalny.potem uspienie i lyzeczkowanie.moje dziewczynki wazyly Gloria 440 i Wiktoria 380. Gloria wykazywala czzynnosci odechowe.nie ratowali ich bo za male i za wczesnie:( tlumaczyli,ze nawet gdyby sie udalo bylyby chore. rozpisalam sie wiem.

    a teraz choć ból nie minął suwaczek mknie...i będzie mknął szczęśliwie:) w końcu doczekam się dzidziusia mojego kochanego...nie tylko wierzę w to ,ale wiem...czekam na ruchy maleństwa:)

    edit:08.10.2010 dziś mija rok odkąd straciłam moje córeczki...moje szczęścia, największe marzenia!
    dwa dni przepłakałam,ale dziś nie będzie wielu łez
    żyję dalej dla mojego skarba to już koniec 32tygodnia...damy radę!będę spokojna dla mojego syneczka,bo teraz on jest najważniejszy.moje smutki i łzy czuje,a przecież na nie nie zasłużył... tylko na miłośc
    waży już 1652 gramy:) pomiar z przed dwóch dni:)
    kocham Cię syneczku,jeszcze troszkę i będę Cię tulić:) jeszcze 6-8tygodni:) hura!

    dziś suwaczek pokazuje 38tydzień i 3dzień czekam na mojego skarba,na mój kochany mały cud ,dni zaczęły mi się dłużyć w tym oczekiwaniu.Syneczku kochanie wyjdź z brzuszka, bo mamusia bardzo pragnię przytulić Cię i wiedzieć,że już jesteś bezpieczny,że nikt i nic mi Ciebie nie odbierze.
    choć minął ponad rok już wiem,że ból po stracie córeczek nigdy nie minie,ale wiem,ze warto walczyć o dzidziusia !iść do przodu.nie poddawajcie się nigdy!

    Już jestem:) Juluś zaskoczył mamusię w 39tyg i 3dniu ciąży ważył 3160 mierzył 56cm:) jest najukochańszym skarbem ,jestem zakochana na zabój:)
    pojechałam samochodem w pierwszą śnieżyce:)na kontrolne ktg.nie wyszło najlepiej więc kazali mi iść coś zjeść i wrócić.zapytałam o skurcze nie odnotowano.ale mały nie ruszał się a tetno te było słabe.poszłam do mc donalda! shake,cheesburger i fryty.nie sądziłam ,ze jest coś nie tak ponieważ mój synuś był mało aktywny w brzuszku przez całą ciąże.wróciłam kolejne ktg zawężony zapis,decyzja o tym,ze zotajemy na obserwacji.gin posadzila mnie na fotel a tam 4cm rozwarcia:) 13.13 tel do M zeby przywiózł torbę i zoorganizował zabranie mojego samochodu do domu:) ok 14tej porodówa i przebicie pęcherza płodowego.tętno małego poprawiło się jak odlazły wody.skurcze nie przylazły.oksytocyna...skurcze pojawiły się.godzina minęła pyt o znieczulenie(nie chciałam-zajrzenie w krocze a tam już 9cm).niestety pod koneic niunio źle się ułożył( wysokie proste stanie główki)i musieli robić cesarkę:O(
    łezki się zakręciły jak usłyszałam płacz mojego niunia.dałam mu całuska.to był najpiękniejszy moment w moim życiu.
    a teraz codziennie tak jest gdy patrzę na mojego synka:)
     
    Ostatnia edycja: 12 Grudzień 2010
  6. V_jolka80

    V_jolka80 Aniołek Tosia 21.09.2009

    To może i ja się przedstawię:
    Imię Wiola
    Wiek ur 1980 r.
    Nasze dzieci Kacper 16.10.2003 r.,
    Aniołek Antosia 21.09.2009 r. (8 tc)
    Miejscowość Błędów (woj. mazowieckie)
    Zainteresowania muzyka, literatura, film, inetrnet
    Praca/Szkoła obecnie bezrobotna, z zamysłem na swój biznes
    Zawód Nauczyciel Polonista
    Mąż Darek

    Na razie tyle...
    Ale z czasem post uzupełnię
    Pozdrawiam
     
  7. LucyF

    LucyF Fanka BB :)

    Czesc Kobietki
    Imię: Justyna
    Wiek 32
    Miejscowosc: Rzeszów
    Zainteresowania: ksiazki, gotowanie
    Praca: handlowiec
    Zawod ekonomistka
    Maz: Przemek

    jakos staro wypadam na Waszym tle:)
    moja ciaze stracilam 03.10.2009 roku.
    najpierw byla ona szczegolowo zaplanowana, udalo sie nam za pierwszym razem, radosc byla ogromna ja juz snulam plany na przyszlosc widzialam sie spacerujaca w czerwcu z moim malenstwem.a pozniej zaczely sie plamienia, wizyta u mojego gin gdzie okazalo sie ze to pusty pecherzyk, tysiace pytan dlaczego ja? co zrobilam nie tak? dwa tyg czekania na samoistne poronienie a pozniej szpital i lyzeczkowanie.dwa tyg totalnego dola i placzu , pozniej torbiel na jajniku i bol taki ze nie moglam usiasc a pozniej pierwsza po zabiegu @ i teraz w koncu wszystko wrocilo do normy.... przynajmniej fizycznie
     
  8. wiolka_1982

    wiolka_1982 Fanka BB :)

    to ja też się przedstawię:)

    Imię: Wiola
    Wiek: 27 lat
    Miejscowość: Rawa Mazowiecka
    Dzieci: Dwa Aniołki(9tc). Bliźniaki jednojajowe. Czuję że byli to chłopcy...
    Praca: urzędnik w Sądzie Rejonowym dla W-wy Mokotowa
    Zainteresowania: skauting, czytanie książek, spacery
    Mąż: Karol


    Wkleję poprostu to co napisałam tu pierwszy raz...sama miałam problem z odnalezieniem tego w gąszczu postów..

    Napisał wiolka_1982 [​IMG]
    Witajcie!
    Jak widać jestem tu nowa i pierwszy raz czytam to forum...
    Postanowiłam opisać tu moją historię, bo wiem, że przeżyłyście to samo i rozumiecie mój smutek i ból...
    16 maja 2009 wyszłam za mąż, to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu:)Na podróż wyjechałam, zaraz po okresie, a następnego już nie dostałam, test wykazał 2 kreski...było ogromne zdziwienie że tak szybko (nie planowaliśmy) i zarazem ogromna radość, że będziemy mieć dzidziusia!
    24 czerwca pierwszy raz udałam się do pani ginekolog, żeby potwierdzić.. Badanie usg wykazało 5 tc i 6 dzień, czynność serca 115 uderzeń na minutę, wielkość 3 mm...Pani doktor stwierdziła że wszystko dobrze jak na ten okres, ucieszona wróciłam do domu!
    30 czerwca ponownie udałam się do lekarza(tym razem innego, w moim rodzinnym mieście, bo pracuję w Warszawie) o zwolnienie lekarskie, gdyż ciągle było mi nie dobrze i nie dawałam rady codziennie dojeżdżać tyle kilometrów. Pokazałam jej zdjęcie usg, popatrzyła, powiedziała że nie będzie mnie badać, bo tydzień temu miałam robione badania, wypisała mi zwolnienie i znowu poszłam do domu... termin następnej wizyty wyznaczyła na 16 lipca.
    Cały czas czułam się „dobrze”, nie miałam żadnych plamień, bóli brzucha, czasem trochę kuły mnie jajniki, ale mówili że to normalne..
    16 lipca poszłam na wizytę, pani doktor zrobiła mi usg i … jej wypowiedzi wyglądały mniej więcej tak, „nie czuję tętna dziecka, nie ma akcji serca;o chyba jest drugi zarodek, ale nie jestem pewna; nie chyba nie ma; a jednak na 100% jest drugi; u tego drugiego coś chyba słychać ale nie jestem pewna...”skończyła badanie, powiedziała że przepisze mi lek na podtrzymanie ciąży i mam przyjść za tydzień, wybiegłam z gabinetu zalana łzami i o wszystkim powiedziałam mężowi, który próbował pocieszać mnie że wszystko będzie dobrze i że nic straconego, że przecież jest szansa że drugie dziecko żyje!
    Pojechałam do siostry ta poradziła mi żebym jeszcze tego samego dnia poszła do innego lekarza(prowadził jej dwie ciąże- też chciałam iść do niego ale zależało mi na zwolnieniu a on tego dnia nie przyjmował bez zapisów)
    Więc poszłam... ten doktor bardzo dokładnie mnie o wszystko wypytał(nie mówiłam mu że tego samego dnia byłam u innego lekarza), następnie zbadał ginekologiczne (wszystko dobrze), ale badanie usg niestety nie wyszło już dobrze...usłyszałam wyrok... nie dosyć że dowiedziałam się ze jest ciążą bliźniacza jednojajowa, to jeszcze, że żadnemu z moich maleństw nie bije już serduszko:(:(:(lekarz powiedział że musiało się to stać jakoś na dniach bo wielkość była tak jak na 9 tygodni- a tyle właśnie miały!!
    Lekarz powiedział tylko że dziwi się że pierwsza pani doktor od razu nie stwierdziła ciąży bliźniaczej, bo na zdjęciu które mi dała, ewidentnie było to widać, więc na badaniu tez na pewno było widać!Powiedział też że już wtedy serduszko biło trochę za wolno i powinna jakoś zareagować:(
    Potem powiedział że mam przyjść za tydzień na usg, bo ma nadzieję że organizm sam zacznie reagować, jeśli nie to pewnie za tydzień czeka mnie zabieg...
    Strasznie się tego wszystkiego boję, nie wiem co mnie czeka:(i to straszne uczucie że noszę w sobie martwe istotki:(
    Na szczęście nie jestem z tym wszystkim sama, wspiera mnie mąż i rodzina...ale to co naprawdę czuję wiem tylko ja sama...
    Ciągle chce mi się płakać, i zastanawiam się dlaczego akurat nas to spotkało, nie da się opisać słowami tego co czuję...
    Cieszę się że trafiłam na to forum, bardzo mi pomaga w tych trudnych chwilach...
    Pozdrawiam
    Wiola
    i coś dopisze...pobyt w szpitalu i zabieg to było straszne przeżycie..na szczęście trafiłam na "dobrych" ludzi...długo nie mogłam się pozbierać...ale chcę Wam napisać, że to dzięki Wam i dziewczyny, podniosłam się..i zaczęłam znowu uśmiechać..uwierzyłam, że kiedyś i dla mnie zaświeci słońce...teraz żyję nadzieją i wierzę, że i mi będzie dane utulić moje maleństwo...
     
  9. 13x13

    13x13 Fanka BB :)

    Witam

    Mam na imię Agata
    Urodziłam się w 1982 roku
    Mam córeczkę Aniołka Wandzię (11tc)
    i wyczekiwaną oraz kochaną Alicję ur 11.04.2010r:)
    Obecnie mieszkam w Warszawie
    Skończyłam stosunki międzynarodowe ze wschodem na Uniwersytecie Wrocławskim
    GG 2016016

    Pierwsza ciąża
    -ostatnia @ w lutym 2009 roku, szok, radość -czułam że coś się dzieje bo zbyt długo bolał mnie brzuch jak na @... Bóle były silne poszłam więc do lekarza a ten od razu w 6tc położył mnie w szpitalu -zastrzyki, luteina i duphaston na podtrzymanie... wszystko było dobrze -bóle przeszły. Nnudności ustały nagle w 10t5dc. Ucieszyłam się że w końcu mogę odetchnąć bo nudności były nie do zniesienia -24h/dobę... niestety na usg genetycznym usłyszałam że serduszko nie bije od wczoraj może od dwóch dni... szpital, tabletki, zabieg w narkozie, pogrzeb, załamanie, urlop macierzyński się skończył a ja doszłam do siebie dzięki temu forum....

    Zielone światełko dostaliśmy po pierwszym @ -wszystko było odbudowane i z medycznego punktu widzenia nie było powodu żeby czekać... niestety plamienia po owulacji sprawiły że zrobiłam poziom progesteronu -był za niski i pomimo starań działał jak najlepszy środek antykoncepcyjny. Zrezygnowałam -1 lipca wróciłam do pracy, na siłownię, aerobik...

    Druga ciąża -3 lica dostałam ostatnią @. W sierpniu brzuch znowu bolał jak na @, test w 29 i 32 dc nie wyszedł -w 35 po południu zobaczyłam dwie kreski!!! szok i radość -łzy... ale obiecałam sobie że nie będę się bała, że to dziecko tak jak moja Wandzia przyniesie mi radość z każdego dnia, obiecałam sobie że pomimo że już nigdy nie bedzie tak beztrosko przed badaniem usg -nie dam odczuć mojemu dziecku strachu, będzie czuło ze w nie wierzę...

    W dniu kiedy to piszę jestem w 20t6dc -dziś usg połówkowe i może dowiemy się kto tam w brzuszku siedzi... a jeśli nie? czy to ważne? ważne że cieszy mnie każdy dzień -ważne że z tych 21 tygodni nie straciłam ani dnia radości...

    Dziś jest 18.04.2010r....
    Alicja ma już tydzień:)
    To był trudny tydzień pod wieloma względami -ale najszczęśliwszy w moim życiu... i taki też będzie każdy następny dzień. Tak jak czas kiedy Alicja była w brzuszku nie był przeze mnie zmarnowany na smutki, tak i teraz nie poświęcę ani chwili na nic innego niż miłość:)
     
    Ostatnia edycja: 18 Kwiecień 2010
  10. reklama
  11. lena77

    lena77 nadzieja wróciła...

    To i ja się przedstawię:
    Imię Agnieszka
    Wiek 32 lata
    Nasze dzieci niestety brak,
    Aniołek 10.11.2009 r. (10 tc)
    Miejscowość _K-Koźle (woj. opolskie)
    Zainteresowania góry, sport, literatura,
    Praca/Szkoła urzędnik
    Zawód politolog/ekonomista
    Mąż Wojtek

    pierwszej młodości nie jestem ale do emerytury daleko:)
    Moja ciążą była planowana, ale i tak była zaskoczeniem bo udalo sie nam za pierwszym razem, radosc byla tym większa że była to piękna "pamiątka" bo bajecznym urlopie , cieszyłam się że urodzę w czerwcu i całe lato będę z bejbikiem mogła spacerować w słoneczku. Wszystko było wzorowo, w 7 tygodniu wizyta i USG i wszystko OK, żadnych plamień, dolegliowści takie standardowe, chodziłam do pracy i kolejan wizyta 10 tydzień, śmichy chichy u lekarza wszystko łądnie do momentu USG - ciąża się nie rozwija, brak echa serca, skierowanie do szpitala, nie płakałam ale byłam jakby martwa, dopiero na drugi dzień, pojechałam do szpitala gdzie trzech lekarzy potwierdziło diagnoze, niestety mój organizm nie chciał oddać dzidzi, miałam poronienie wywoływane, udało się ale niestety potrzebny był i tak zabieg łyżeczkowania.
    Dopiero po wyjściu ze szpitala się rozsypałam, minął szok. Pojawiły się pytania dlaczego ja? co zrobilam nie tak? Ale niestety odpowiedzi nie znalazłam. Najgorsze że mój organizm nic nie sygnalizował... nie miałam jak zareagować...
    Teraz czekam na pierwszą @, fizycznie nie jest najgorzej ale w sercu dalej ból...
     
  12. missiiss1301

    missiiss1301 Kochamy Cię Antosiu :*

    Imię: Emilia
    Wiek: 20 lat
    Miejscowość: Opole
    Dzieci: Aniołeczek Antoś ur.12.11.2009 zm. 13.11.2009 (23tc)[*] kochany moj....
    Praca: Doradca klienta/sprzedawca electro world
    Zainteresowania: rysunek, muzyka, spacery
    Mąż: Krzysztof

    a moja historia?? oto ona...
    staralismy sie o dziecko 4 miesiace z moim rozregulowanym cyklem... w koncu sie udalo !! wczesniej bacznie monitorowalam z ginem stan moich pecherzykow i wiedzialam mniejwiecej kiedy peknie ten duzy, wiec prowadzilam wykres temp. i sie udalo. od prawie owulki bolal mnie brzuch i chodzilamwstawac w nocy siku. to juz byl znak ze jest fasolka. po potwierdzeniu jakies 2-3 tygodnie zaczelam plamic poszlam wiec na do swojego lekarza dal mi luteine, leki sie skonczyly moj lekarz na urlopie poszlam na izbe przyjec bo plamienia nie ustaly dal mi duphaston i kazal zostac w szpitalu nei zgodzilam sie. pojechalam na drugi dzien do swojej gin z mlodosci do rodzinnego miasta. patrzy na usg czy wszystko w porzadku i widzi tam 2 serduszka!!!!!! ja oszalam z radosci. i maz tez choc balismy sie strasznie jak sobie poradzimy z dwojka , ale dokrotka mi powiedziala ze to do potwierdzenia jeszcze ale widzialam ze dwie kuleczki na monitorze sie ruszaja czyli zyja a to byl serduszka. tydzien pozniej poszlam do innej lekarki zobaczyla ze prawdopodobnie blizniaki choc tez powiedziala zeby ejszcze sprawdzic. dwa tygodnie pozniej poszlam do mojego lekarza bo juz wrocil i potwierdzil ze blizniaki. plamienia ustaly najwidocznej byly efektem ze bylo ich dwoch. to byly blizniaki jednojajowe. lekarz umowil nas na wizyte do szpitala zeby sprawdzic czy maja wspolne naczynka bo jesli tak to jeden moze drugiego wchlonac albo maga sie urodzic jeden niedokrwiony inny przekrwiony. na wizyte do szpitala poszlismy miesiac pozniej... to byl 3 miesiac okazalo sie ze zostal jeden bobas... ze byly jednonaczyniowe i jeden drugiego wchlonal... zla bylam na tego co zostal i mowilam ze go nie lubie bo zjadl braciszka :(a teraz mam zal o to do siebie... reszte czasu ciaza przebiegala wzorowo maly rosl i w 18tc pierwszy raz poczulam kopniaka. w listopadzie troche chorowalam , przeziebienie lekarz mowil ze nic powaznego no i pozniej przyszedl ten dzien 11 listopada ... trafilam na izbe przyjec po samozbadaniu ze tak powiem bo wyczulam palcem wystajacy pecherzyk. diagnoza: 1,5 cm rozwarcia pecherz plodowy wpuklony szyjka jest moze da sie zalozyc jeszcze krazek ale stan jest powazny. no i tak mnie zotawili siedzaca i zaplakana w poczekani na izie przyjec czekajac 2 godziny na przyjecie na sale... nie podali zadnych lekow nic i czekal do nastepnego dnia choc skarzylam sie na cmienie brzucha i twardnienie... na nastepny dzien obchod 3 cm rozwarcia pozniej 4 cm na usg... dostalam magnez w tabletce i nospe... dranie ze nic dzien wczesniej nei zroboli jak jeszcze mogli !!! zaczela akcja porodowa o 18 coraz czestsze i mocniejsze skurcze o 22 postanowili podlaczyc mi oksytocyne, nie dosc ze mloda nie umiala mi zalozyc wenfonu bo w zyle nie umiala trafic to jeszcze klnela przy tym a ja bylam 8 razy pokluta... o 23.10 urodził sie moj maleńki syneczek Antoś który wazyl 558 gram... nie widzialam go , balam sie patrzec a teraz z calego serca tego żałuje bo to byłby ostatni raz zarazem i pierwszy kiedy go bym widziala :-( zawiezli go na intensywna terazpie dla wczesniakow.... mnie lekarz dal odpoczac 5 minut nic nie podal i wzial sie za lyzeczkowanie bez znieczulenia i narkozy... myslalm ze zwariuje ciemno mi sie z bolu przed oczami robilo , gryzlam wlasne piesci... jak sie pozniej dowiedzialam bardzo bolalo bo wtedy lozysko bardzo mocno trzyma sie macicy wlasnie w tym tygodniu ciazy... a lekarz na mnie krzyczal ze to wcale tak nie boli a bolalo bardziej niz wszystkie skurcze razem wziete... Antoś żył 7 godzin i 2 minutki :-( walczyli o niego ale plucka mial malo rozwiniete biedaczek moj kochany a ja nie moglam nawet byc wtedy przy nim, nie moglam go poglaskac po raczce albo poprostu czuwac przy inkubatorku zeby czul moja milosc bo juz przeciez nie slyszal bicia mojego serca nie slyszal mojego glosu i byl taki samotny taki malenki i samotny i pewnie tak bardzo sie bal a ja nie bylam przy nim... tak bardzo tego zaluje... :-( teraz wiem z opini jedngo lekarza a zbieram wiecej ze mogli mi lekarze duzo pomoc gdyby od razu po trafieniu na izbe przyjec cos zaczeliby robic... i postaram sie o to by poniesli konsekwencje za swoje czyny araczej ich braku... bo co bo to bylo swieto i nikomu sie nic nie chcialo robic?? az strach pomyslec ...
     

Poleć forum