Witam! :-)
Zakładam ten wątek dla wszystkich dziewczyn, które długo starają się o upragnioną fasolkę. Tak wiem, wiem, istnieje już wątek dla staraczek weteranek. Ale chciałabym się tutaj bardziej skupić na problemie jak w temacie: jak nie zwariować, kiedy okres starań mimo wszelkich podejmowanych prób można już liczyć w latach, a fasolki jak nie było, tak nie ma. Jak radzić sobie z kolejną, comiesięczną "porażką", kiedy od dawna już traci się nadzieję, że "może w następnym cyklu"... Jak radzić sobie z dołowaniem, poczuciem, że jest się gorszą, że nie może się zajść w ciążę... Że może się na to nie załuguje...
Jak obcować z "cudzymi" dziećmi, kiedy na sam ich widok w oku kręci się łza, że to nie moje... Jak szczerze cieszyć się szczęściem przyjaciółek, krewniaczek, znajomych, którym ta sztuka się udała?
I wreszcie jak stawić czoło "życzliwym" i jakże taktownym komentarzom bliższej i dalszej rodziny, kiedy wreszcie będzie u nas dziecko?
Zapraszam wszystkie dziewczyny, którym te problemy nie są obce:-)