Marta, wielu "specjalistów" uważa też, że posyłanie dzieci wcześniej do szkoły jest dobre...a z praktyki w pracy wiem, że wiele z tych dzieci posyłanych ze względu na rzekomą super inteligencję wcześniej do szkoły, na tle starszych rówieśników wypada przeciętnie, a pod względem emocjonalnym porażka...
Oczywiście nikogo ani na posyłanie na angielski nie namawiam, ani nie odradzam. Piszę tylko, że dla mnie nie jest to najważniejsza rzecz w edukacji przedszkolnej...
Jak pisałam - niech moja Zuzka opanuje podstawy samoobsługi, komunikacji społecznej, a jak będzie miała jakieś tam ciągoty językowe i predyspozycje, to może za rok, dwa pomyślę nad tym angielskim...Po prostu czasem nie rozumiem tego "parcia" na języki i całą masę zajęć dodatkowych, tak jakby dziecko które nie chodzi na basen, karate, balet czy co tam jeszcze miało być jakieś gorsze...Nie każde dziecko się do tego nadaje. A rodzice czasem się nakręcają i nie dają dziecku wyboru, zabierają czas na zabawę i bycie dzieckiem...Najczęściej oczywiście w dobrej wierze, żeby miało "lepszy star" jak to się mówi...
U nas dziś chyba ok. Ale małe zamieszanie było, bo tata prowadził, ja odbierałam, i mimo instrukcji co i jak nie wszystko poszło zgodnie z planem. Bo jak przyszłam Zuzkę odebrać, to szukałam bluzki w którą miał M ją ubrać, pytam Zuzki gdzie bluzka, a ona, że została w sali. Zajrzałam do naszej szafki, reklamówki z ubrankami na zmianę- nie ma. No więc uznałam, że rzeczywiście na sali. Idę, pani mi pokazuje 2 bluzki, lekko zniecierpliwiona, nie ma...dzwonię do M a on mówi, że jest w worku na kapcie...No bo mówiłaś, żeby zdjąć. a ja mówiłam o spodniach dresowych, że ma zdjąć, i zmienić na getry,a o bluzce nic:-) Była też dezorientacja pani, bo myślała, że Zuzia dziś leżakuje- "tata nic nie mówił, że wcześniej", mimo, że mu wczoraj mówiła, i żeby Zuzi powiedział, że mama po obiadku przyjdzie....
Pytam Zuzkę, czemu włoski nie związane, a ona mówi - "bo tata nie umiał"
Poza tym jest problem w komunikacji...Pani mówi, że super, że zjadła i nie płakała, a Zuzka mówi, że "płakałam za tobą", albo jak pytam czy jadła zupę, to raz mówi że tak, drugi że nie....
To ile zjadła po przedszkolu, świadczyłoby, że nie jadła...
Po przedszkolu od razu zaprowadziła mnie do cukierni na babeczkę. Skubana jakimś cudem zapamiętała gdzie cukiernia jest, bo jej w ogóle nie widać z ulicy, i trochę od przedszkola trzeba podejść. A ona wiedziała w którym kierunku....
A potem zjadła 2 kolby kukurydzy

a godzinę po, poprosiła o kanapkę i o dziwo zjadła...
Jutro odbiera babcia. i pojutrze też. Ale już po leżakowaniu.