No u mnie waga stanęła na magicznych 70kg i dalej ani rusz. Będę szczęśliwa jak do wiosny uda mi się zejść do 58kg. Marzę o tym wręcz. Słodyczy prawie nie jem, no - parę kawałków ciasta wchłonęłam w święta, staram się nie opychać, choć wczoraj zjadłam trzydaniowy obiad we włoskiej knajpce, pocieszam się, że była to zdrowa zupka na samych warzywach, makaron z pomidorami i chudą polędwicą - bez sera niestety i kawałek łososia na maśle... W każdym razie - myślałam, że dzięki karmieniu szybciej to zejdzie wszystko. Niedługo zapisuję się na basen - to moja ostatnia decha ratunku.
Acha - zaczęłam robić brzuszki i chcę wdrożyć szóstkę Weidera, polecam - efekty na brzuszku widać bardzo szybko, choć trzeba się wbrew pozorom namęczyć.