Dziewczyny zaczekajcie z zabiegiem!!!Opiszę wam dokładnie moją historię ,bo sama szukałam podobnych opisów w internecie.To była moja 2 ciąża,wyczekiwana i upragniona...a tu takie rozczarowanie. Po pozytywnym teście ciążowym szybciutko umówiłam się na usg,aby potwierdzić(to był 2 tydz.a według pani Dr. i usg jakiś 5.)pęcherzyk 16 mm.Od początku pani doktor ostrzegała,że może być coś nie tak bo widzi "puste jajo płodowe".To było 1 sierpnia,miałam zjawić się na kontrolę za miesiąc,ale po 9 dniach dostałam lekkiego krwawienia,które trwało dosłownie 1 dzień.9 sierpień kolejne Usg(15 mm) i potwierdzenie diagnozy..."puste jajo"łzy,smutek,strach i rozczarowanie.Pani doktor dała mi skierowanie na zabieg łyżeczkowania i kazała się zgłosić na kolejne Usg,aby to potwierdzić.Za wszelką cenę chciałam uniknąć szpitala.Zaczęłam czytać,szukać,pytać przyjaciółek,czy to jest konieczne.Nie spodobało mi się,że pani Dr.nie opowiedziała mi o innych wyjściach np.aby zaczekać na poronienie samoistne,lub wywołanie farmakologiczne poronienia w szpitalu tylko od razu do szpitala...i kompletnie zapomniała mi powiedzieć ,że można zbadać hormon beta HCG,aby zobaczyć ,czy z tej ciąży napewno nic nie będzie...i to wszystko było w prywatnym gabinecie,nie na NFZ!Siostra poradziła mi abym zbadała beta HCG,pierwszy wynik24451(czyli 6 tydz.ciąży) niestety drugi wynik po 2 dniach spadł do 23145,czyli jest zle....Potem znów prywatna wizyta u innego lekarza(13 sierpień).Mąż i ja byliśmy zadowoleni z tej wizyty,ponieważ Pan doktor nam naprawdę chyba wszystko wyjaśnił a nie wysłał zaraz do szpitala.Według niego najlepiej dla organizmu jest aby sam się oczyścił,potem ewentualnie tabletki na wywołanie a w ostateczności zabieg,bo jakby nie było jest to duża ingerencja.Zgadzałam się z nim całkowicie,że na tak wczesnym etapie ciąży,organizm powinien poradzić sobie sam.Mimo tego również od niego dostałam skierowanie do szpitala,ale do Krakowa,bo tam mogą podac mi tabletki,a nie tak jak w mojej miejscowości,od razu zabieg..Jeżeli coś niepokojącego zaczęło by się bać,miałam jechać.Zdecydowaliśmy ,że czekamy.Maleńki krwawienie zaczęło sie po tygodniu od tej wizyty(19 sierpnia),trochę większe i skurcze jak przy okresie 22 i 23 sierpnia(+skrzepy przypominające"wątróbkę)24 i 25 sier. było naprawdę ciężko,w ciągu dni nic mnie nie bolało ,ale po południu i w nocy rozkręcało się na całego.Niesamowity ból i skórcze,prawie jak przy porodzie...W nocy przespałam tylko 3 godz. tak bolało...Moja rada...od razu bierzcie 2 tabletki paracetamolu jak zacznie mocno boleć(nie czekajcie) ,mi pomogło.Krwawienie było duże,ale nie ciągle.Cały ten czas spędziłam praktycznie w łazience(dobrze,że nie szpitalnej...)25 miałam wizytę u ginekolog na NFZ.4 godziny czekania na korytarzu w kolejce z duuużym bólem brzucha...Pani Dr.zrobiła Usg,powiedziała "Ciąża się roni,niech Pani wezmie swoje rzeczy i jedzie do szpitala,zrobią Pani zabieg."Gdy wyszłam z gabinetu natychmiast zadzwoniłam do poprzedniego gin.i powiedziałam co się dzieje,a on na to"jak to się już zaczęło w domu,to niech Pani nie jedzie do szpitala niech zaczeka..."Oczywiście miałam pilnie obserwować swój organizm,w razie krwotoku,gorączki,zasłabnięcia...SZPITAL.Ale było ok.poza bardzo bolesnymi skurczami i krwawieniem.Jeszcze tego samego dnia było już po wszystkim.Gdy poszłam do łazienki się załatwić wydaliłam w całości puste jajo płodowe....Wyglądało to jak jajo ok 3 cm, duże i twade,naprawdę tego nie przeoczycie..Ból ustał,jak ręką odjął.26-małe krwawienie i jeszcze jakieś resztki.27 Usg u kolejnej nowej pani gin.i znowu duże krwawienie i zostały jakieś resztki.Jeśli krwawienie utrzymywało by się długo a "beta nie spadała dużo,miałam iść na czyszczenie.Trwało to wszystko jakiś miesiąc a krwawienie od 19 sierpnia do 8września."Beta" ładnie spada 29 sier.158.04, 5 wrz.15.04 ,12 wrz.4.04 więc jest ok.Gdy spadnie do 0 możemy znów starać się o dzidzię.Dziękuję lekarzowi,który nie wysłał mnie od razu do szpitala.Jestem zadowolona z tego,że poradziłam sobie z tym we własnym domu wspierana przez Męża,Mamę,Siostrę.Dziewczyny,natura naprawdę stworzyła nasz organizm tak aby sobie radził w takich trudnych sytuacjach!Szpital to ostateczność.