c.d
wzieli Go więc na usg głowy i wyszło ok,później jeszcze jakies konsultacje z neochirurgiem i nic nam nie mówili,dopiero później okazało się,że podejżewali wodogłowie,ze wzgledu na kształt główki i że pod ciemiaczkiem wyczuwali płyn,niby wyszło wporządku,ale zasiali ziarnko strachu

, zaskoczył nasz chirurg,bo bylismy półtora mies.wczesniej na ustalenie terminu operacji,a on zapamietał nas ze szczegółami,podziwiać przy tej ilości dzieci przewijającej sie przez szpital...,więc ustalili operacje znów na nastepny dzień i zabrali małego na oddział,moja zona spała przy maluszku na leżaku dwie noce,jesli mozna to nazwac spaniem,w nocy pielegniarki chciały mu dać jeść,bo w grafiku nie było wpisane że ma miec zabieg nazajutrz,więc moja zona znów w nerwach,czemu tak,dopiero nad ranem okazało się,że lekarz nie poinformował ich

.
W piatek ok południa poszedł na salę operacyjną /tylko nikt nam nie powiedział,że na inną niż tą gdzie miał być operowany dzień wczesniej i my czekaliśmy nie pod ta salą równe półtorej godziny o mału nie dostając zawału,bo operacja miała trwać 30-45 min./w końcu dowiedzieliśmy sie gdzie mały był operowany i jak szliśmy tam,spotkaliśmy pielęgniarkę która wiozła go na oddział

, wyglądał całkiem nieźle

, zostaliśmy jeszcze jedą noc na obserwacji,przyszedł chirurg i opowiedział nam o operacji i w sobote wyszlismy do domku

To tak w wielkim skrócie,no i oczywiście nie wspominając o nerwach i strachu który przezywaliśmy, ale to chyba normalne
A jutro jedziemy jeszcze na kontrole do szpitala.