La Remi - ja skarpetą nazywam tą magiczną siateczkę, w którą wkłada się owoce, warzywa, by dziecko bezpiecznie jadło. W rodzinie na świętach śmiali się z tej siateczki i ochrzcili ją skarpetą - więc tak właśnie na to teraz mówię
Olga, no to miałaś przygodę z Hanią. Nie zazdroszczę, ale z drugiej strony pocieszam się, że nie tylko ja mam różne obawy, różne problemy w kwestii karmienia. I, że to całkowicie normalne i codzienne i nie ma się co rzeczywiście tym tak spinać.
Dziś kolejny dzień obiadu grudkowego (rozgniecione widelcem). Trochę pojadła (nie żeby była zachwycona, bo próbowała płakać), już bez odruchu wymiotnego (na szczęście), a potem dojadła już zblendowane bardziej. Chrupki kukurydziane już ładnie wcina. Jutro dostanie chlebek. Zobaczymy, jak pójdzie. Ale
Karolina, masz rację. Dobrze, że w końcu się przełamałam, bo coś czuję, że im dłużej by to trwało, to by było gorzej dla nas obu. Więc jesteśmy już na dobrej drodze, co mnie bardzo, bardzo cieszy. Pewnie jeszcze niejeden zakręt przed nami, ale co tam, teraz nie będę o tym myśleć, bo znowu bym się zaczęła martwić, a po co - wiosna idzie
