Jestem dopiero teraz, bo odsypiałam zarwaną noc.












DOSTANĘ CHYBA JAKIEGOŚ PIERDOLCA!!!!
Otóż wczoraj położyłam się szczęsliwa po dniu ulgi do łóżeczka i ledwie zaczęlam zasypiać, jak po północy zaczęły mnie łapać bardzo bolesne skurcze (tak bolesne jak mój dość zaawansowany poród) Więc zgodnie z zaleceniami poszłam zażyć no-spę forte, połaziłam trochę i do wyrka spać. O 2.00 Julka obudziła mnie płaczem, bo się zsikała, no i jak się obudziłam to bóle były nadal silne. Nie mogłam juz zasnąć, poszłam łazić i liczyć a tu: skurcz mocny co 4 min.
Tak łaziłam i łaziłam, potem siedziałam na kanapie i liczyłam a skurcze już co niecałe 3 minuty (ze stoperem) I tak do 4.00. No to poszłam pod prysznic coby się odświeżyć i ew. ulżyć w bólu. Pomogło i skurcze nieco złagodniały i były co 7min.
Potem co 7 - 6 - 5 minut. Próbowałam pospać nieco ale ledwie drzemałam, bo bolało za bardzo. O 6.00 zjadłam śniadanko i liczę a tu znów co 7 i lżejsze aż się zupełnie wyciszyły i o 7.30 poszłam spać zrezygnowana.

I od tamtej pory właściwie znów cisza. A mnie szlag jasny trafi!!
Claudi jak widzę mamy prawie taka samą szopkę, ale to nie mogą być do K**** przepowiadające, bo to za bardzo napiepsza


Poza tym moje były regularne.
Ja się wykończę, dobrze że dzisiaj sobota, bo odespałam i zaraz idę się umyć.
Gosia mi się też tak od wczoraj śluz zmienił, na przezroczystawy, ciągnący, jak białko i jest go dużo.