jezuu zapomniałam Wam napisać-
nervita trafiła na porodówkę w ten sam dzień co
Niuunia, bo się spisały smskami, ale nic więcej nie wiem,
Niuunia mi przekazała...
nie jesteśmy pogodzeni i za Boga nie wyciągnę do niego ręki... właśnie po raz 3 dzisiaj wyszedł obrażony z domu i raczej szybko nie wróci bo wziął plecak i książkę do czytania... niech spierd@#$la jak najdalej ode mnie bo zabije...
nie odzywam się do niego bo on NIE ROZUMIE SWOJEGO BŁĘDU... tzn. pół godziny temu stwierdził że zrozumiał ale na powiedzeniu tego się skończyło.. na dodatek kłóci się ze mną że nie powiedział rano nic o wyrzutach sumienia z powodu "odrzuconej propozycji" bo on takich słów nie użył i koniec... powiedziałam że współczuję sobie i jego matce-odnosi się to do jego charakteru i charakteru jego ojca... walnełam sobie w najczulszy punkt-niech cierpi.. zresztą w tym temacie mam rację, bo jest taki jak on-nadęty, poszarpany psychicznie i do tego zawsze "ma" rację..
a jeszcze moi rodzice są u rodziny koło Warszawy i już 3 razy dzwonili spytac czy cos się ruszyło w temacie porodu

chce umrzeć, szczerze... wali mnie to wszystko już...
ogarnęłam całą chałupkę aż mi pot po pysku spływał, poszłam do Biedry po coś do jadła, bo akurat Pan i Władca obrażony zwiedzał osiedle... kupiłam sobie chessburgera, wtranżoliłam go, popiłam drugim (dzisiaj) Karmi i mam wyrzuty sumienia...
jak zacznę rodzić to powiem że tego Pana nie życzę sobie przy porodzie i spadówa... "sama" se zrobiłam, sama wynosiłam, sama urodzę!!!
i przepraszam ale musze przyznać, ze nie moge się nawet skupić na przeczytaniu tych dwóch stron, które naskrobałyście...

((