Siedzę i płaczę.
Siedzę w zażyganych leginsach, w tłustym kucyku, z obskrobanymi czerwonymi paznokciami. Mały śpi w wózku po spacerze w sieni przy otwartych drzwiach. Szybko udało mi się zrobić pulpety z indyka w lekkim sosie i coś zjeść. I teraz iść pod prysznic? Powiesić pranie? Ogarnąć w pokoju? Czy może się przekimać?
Musimy wziąć ślub w listopadzie bo do końca roku musimy uregulować z rodzicami TZ sprawy notarialno własnościowe z naszym domem. Obdzwoniłam dzisiaj wszystkie urzędy stanu cywilnego w Warszawie i pod Warszawą i pierwsze wolne terminy są na 15.12. Dzisiejszy dzień jest do doopy.
Siedzę w zażyganych leginsach, w tłustym kucyku, z obskrobanymi czerwonymi paznokciami. Mały śpi w wózku po spacerze w sieni przy otwartych drzwiach. Szybko udało mi się zrobić pulpety z indyka w lekkim sosie i coś zjeść. I teraz iść pod prysznic? Powiesić pranie? Ogarnąć w pokoju? Czy może się przekimać?
Musimy wziąć ślub w listopadzie bo do końca roku musimy uregulować z rodzicami TZ sprawy notarialno własnościowe z naszym domem. Obdzwoniłam dzisiaj wszystkie urzędy stanu cywilnego w Warszawie i pod Warszawą i pierwsze wolne terminy są na 15.12. Dzisiejszy dzień jest do doopy.
Jeszcze ostatnio nachodzą mnie natrętne myśli, że nie wiem, czy mam do czego wracać, że przecież moja zastępczyni zapewne jest lepsza odemnie i mnie już nie będą chcieli, albo zdegradują i wcisną ochłapy...Eh. Boję się tej niedalekiej już przyszłości. Jeszcze w to wszystko mama jakoś dziwnie się zaczyna wycofywać z obietnicy opieki nad małą, a do żłobka nie chcę jej w wieku 6 mies. oddawać...Słabo mi na samą myśl, że się z tym wszystkim będę musiała zmierzyć
O samej pracy już nie wspomnę...


ile można zrobić nie mając dwulatka na plecach, toż to szok 