próbowałam ponadrabiać, choć główny wątek, ale udało mi się cofnąć o jakieś może 10 stron, a najgorsze jest to, że oczy mi się zamykają i ledwo zipię po wczorajszej wizycie przyjaciół, bo posiedziałam do późna.
Miemie dziękuję za troskę o moją osobę. Tak jak pisałam żyję. Jest cudownie. Wprawdzie mnóstwo rzeczy cały czas do zrobienia plus najazdy znajomych i rodziny celem obejrzenia domu. Ale i tak jestem tu tak jak przypuszczałam o wiele lepiej zorganizowana niż byłam u mamy w tym całym zamieszaniu. Staś ma się wyśmienicie. O wiele lepiej śpi. Już nie pamiętam co to 35 minutowe drzemki. Sypia po 1, 1,5 nawet do 2,5 godziny. Chodzimy na długie leśne lub polne zimowe spacery. Rano daje pospać do 8, 9. Jest pogodny, uśmiechnięty, wita gości piskiem i okrzykami radości bez względu na porę dnia czy ilość przybywających.
My szczęśliwi, jakby na nowo zakochani. TZ zaprzyjaźniony ze Stasiem o wiele bardziej, albo może dopiero teraz tak naprawdę. kochany, spokojny, łagodny, opiekujący się nim, pomagający mi. Śpi z nami w sypialni, mimo, że mógłby się nadal trzymać z dala ze względu na dogodne warunki mieszkaniowe. Raz na 3 dni mniej więcej idzie spać do innego pokoju, jak chce się naprawdę dobrze wyspać. Choć Staś w nocy też jest spokojniutki. Od razu po jedzeniu zasypia. Stał się już teraz totalnym aniołkiem. Rano Staś ma swój czas nostalgii i rozmyślania. Uwielbia leżeć w leżaczku w oknie balkonowym i wpatrywać się w las. Potrafi tak nawet 45 minut. Mam wrażenie że czuje się tu fantastycznie. Zresztą tak jak i my. Ogólnie to nawet chyba jeszcze do mnie nie dociera, że to już, że już tu wreszcie jesteśmy.
Przepraszam, nie jestem w stanie odpisać bo miesza mi się w głowie to co przeczytałam tu przez ostatnią godzinę. Nie mówię już o tym, że powinnam nadrobić inne wątki. chyba po prostu od jutra będę już na bieżąco, a teraz wybaczcie.
Ale tęskniłam.
A wczoraj byli u nas min. przyjaciele, którzy mieli mieć jutro planowaną cesarkę, i tak przyjechali ostatni raz jako "nie rodzice" udzielić się towarzysko. I tak się przyszły tata udzielił towarzysko, że się nabzdryngolił jak sie masz, potem pojechali do domu około 23. A o 3 odeszły dziewczynie wody, i wiozła się sama z pijanym mężem obok do szpitala 30 km, i cesarkę miała dzisiaj. Tatuś zdążył dojść do siebie i właśnie trwa pępkowe na kilkunastu chłopa. Śmialiśmy się, że zazwyczaj się świętuje po urodzeniu dziecka, ale ten egzemplarz zaczął w wieczór poprzedzający :-)