U nas może nie sypie jakoś strasznie, ale jest okropnie i nieprzyjemnie, wietrznie, po prostu słabo się robi, jak się patrzy za okno. Ja wiem, że jak w końcu wyjdzie słońce, to dostanę kopa, energii, a na razie nic się nie chce. Dlatego robię bojkot spacerowy,bo w taką pogodę nie ma co dziecka i siebie męczyć śniegodeszczem walącym po oczach. Podobno po 10 kwietnia ma się rozwiośnić w końcu. Zobaczymy.
A te święta? To jakaś masakra. Gdyby wszystko udekorować bożonarodzeniowo, to nikt by nie miał wątpliwości, że jest grudzień. Na drzewach pąki jeszcze nie zakwitają, więc nie byłoby zmyłki w postaci wiosny. Właśnie sobie przypomniałam, że po 3 dniowym pobycie poza domem wróciliśmy a tu... okazało się, że lodówka była niedomknięta

(drzwiczki coś się nie domykają). WSZYSTKO trafiło do kosza. Wczoraj M robił z Lilą drobne zakupy, a ja zbijałam nadprogramowe kg na fitnesie.
Olga, czyżby u Natalii powoli pojawiał się słynny bunt dwulatka? Koleżanka ma właśnie 2 letniego synka (z końca stycznia - czyli podobnie, jak do Twojej Natalii) i mówi, że się zaczęło "nie chcę", "zostaw", "odejdź" itp. Na szczęście ten etap w końcu mija
OK idę ogarniać chałupę, bo straszy brudem i kurzem
