reklama

Sierpień 2012

Olga, ja straciłam14tc więc jestem przed momentem ekstremalnym, dla mnie osobiście. Wtedy wszystko było super, dzidzia żyła, rosła, nie był to pusty pęcherzyk. Nie mam jeszcze dziecka, więc kłębią mi się myśli, że :albo to był jeden pechowy przypadek, albo nie będę nigdy miała dzieci bo będę ronić kolejne ciąże. W pierwszej ciąży byłam 100% spokojna, szczęśliwa, w ogóle nie dopuszczałam do siebie myśli że może być coś nie tak. Po prostu nie mieściło się to w mojej świadomości, od pierwszego dnia odkąd zrobiłam test wiedziałam że za 9 miesięcy będę rodzić dziecko. Dostałam nagle otrzeźwający kubeł zimnej wody na głowę. Miałam zamiar tą obecną ciążę przyjąć z dystansem i spokojem. Co będzie to będzie. Ale nie umiem. Tak strasznie chcę tego dziecka i tak strasznie się boję, ze je i tym razem też stracę. Wiem, że tym nie polepszę niczego. Ale nie umiem inaczej. Wydaję mi się, że drugiej straty nie przeżyję, po prostu nie dam rady. Dlatego tak strasznie się boję USG. Bo na tym właśnie USG poprzednio dowiedziałam się że moje dziecko w najlepszym wypadku jeśli je donoszę urodzi się bardzo chore i nie przeżyje nawet jednego dnia. Dwa tygodnie później, było już po wszystkim. Oczywiście to było dla nas wtedy szczęście w nieszczęściu, że natura sama rozwiązała sprawę.

Przepraszam Was że się tak znowu jakoś wczułam, i mnie poniosło. Detektor kupiłam bo chcę mieć możliwość raz na jakiś czas pozbyć się lęków czy dzidzia żyje. Zazdroszczę dziewczynom, które nie mają takich doświadczeń i znoszą ciążę w błogiej szczęśliwości i pewności że wszystko będzie dobrze. Myślę,też, że te które mają już dzieci łatwiej mimo wszystko znoszą stratę. Bo wiedzą też, że równie dobrze może być ok. Ja tego jeszcze nie wiem.

Czytam wszystkie wasze posty...
To byla moja druga ciaza... Pierwsza byla 4 lata temu - poronienie...

Ale chcialam tez wam wszystkim powiedziec, ze bardzo wam dopinguje i caly czas bede do was zagladac.
 
reklama
smutno się zrobiło u nas i nerwowo, przejdźmy lepiej znów do przyziemnych tematów, trudno, co ma być to będzie.
Uszy do góry!Musi być dobrze!!

u nas zaświeciło słonko, muszę zakupić i uzupełnić w końcu pamiętnik dla mojej fasolki, bo potem nie nadrobię.. :-)
 
Rajani, mocno trzymam kciuki, żeby wszystko się w końcu poukładało...

***
Czytam Waszą dyskusję o obawach lub ich braku i mam jeden wniosek - na nasze zachowanie wpływa doświadczenie. Głównie własne, ale są osoby, na które bardzo oddziałują również doświadczenia innych. Ja jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że pierwszą ciążę donosiłam bez żadnych problemów. I może dlatego teraz - mimo krwiaka, który dopiero powoli zanika - od początku wierzyłam, że będzie dobrze. Jeśli miałabym inne życie, inne doświadczenia - pewnie i moje nastawienie by się zmieniło.

Mimo wszystko wierzę w siłę pozytywnego myślenia. Złymi myślami złych rzeczy nie odgonimy, a dobrymi przynajmniej poprawiamy sobie samopoczucie :) Trzeba próbować. Byle do sierpnia :)
 
Tak, lepiej pogadać o kupie :)

W sobotę odstawiam męża na operację kolana, też cholera termin mu znaleźli, kiedy ja go potrzebuje do noszenia zakupów... A tak będziemy dwie sieroty siedzieć w domu.
Idę zamieszać sos i zacznę obierać ziemniaczki. Buraczki dzisiaj na surówkę, uwielbiam!
 
ja dziś zdrowo - placki ziemniaczane :P zjem chyba z 10 :D ze śmietaną :)
a Natalci gotuję królika - mam nadzieję że zje, i mam nadzieję że z połowy klatki piersiowej tego królika będzie jakieś mięso... dostałam całego królika, podzieliłam go na kawałki, i jak gotuję to okazuje się że na większości części jego ciała prawie wcale nie ma mięsa :/ jakiś kiepski ten królik
 
Ostatnia edycja:
ja dziś zdrowo - placki ziemniaczane :P zjem chyba z 10 :D ze śmietaną :)

o jacie, mniam :-p

Tak, lepiej pogadać o kupie :)

W sobotę odstawiam męża na operację kolana, też cholera termin mu znaleźli, kiedy ja go potrzebuje do noszenia zakupów... A tak będziemy dwie sieroty siedzieć w domu.
Idę zamieszać sos i zacznę obierać ziemniaczki. Buraczki dzisiaj na surówkę, uwielbiam!

nie ma tego złego.. Bardziej Ci będzie potrzebny po porodzie niż teraz a tak przynajmniej dotrzyma Ci teraz towarzystwa ;-)
 
Wszystkie jesteście bardzo kochane, bardzo mnie wspieracie. I te szczęśliwe mamy i te po stratach i te pierwociążówki. Dzięki wszystkim. Trzymam mocno kciuki za wszystkie nasze ciąże. Paranojom mówimy NIE.

Rajani, raz jeszcze mocno mocno Cię przytulam.
 
reklama
K8libby to ja ci opowiem śmieszną historię. Zaczęło się marnie od wypadku mojego M na motorze gdy byłam na końcu 7 miesiąca ciąży. Ponieważ było to pod zieloną górą a żaden szpital w obrębie 100km nie podjął się przyjęcia go i zoperowania wsiadłam w auto i pojechałam ... no ale mnie zawrócił kumpel który jednak po niego pojechał przynajmniej z lawetą po motor. Przyjechali o 5 rano no i idziemy prosto na izbę przyjęć a tam doktor ogląda ogląda i mówi : Pan wie pan już nie ma łokcia i ręki .... :szok: no to mi się słabo zrobiło pierwszy raz w życiu i zemdlałam :-) okazało się że łokieć rozpadł na tysiąc kawałków i potrzeba specjalnych blaszek do złożenia za które mieliśmy zapłacić 8tyś (udało się zrefundować oczywiście dzięki znajomościom) Po tygodniu przygotowań cały zespół wziął się za 7 godzinną operację i chociaż prognozy były marniutki (10%ruchowości) M doszedł do 70% i dziś tylko jak frankenstain wygląda :tak:
No ale ze szpitala wyszedł, pogodziliśmy się z myślą że może być różnie i zaczęliśmy się cieszyć sobą i końcówką ciąży. Pojechaliśmy do Ikei (koniec 8 miesiąca) a tam komoda na wyprzedażach (tam gdzie meble w całości są z ekspozycji albo coś) no to bierzemy jakimś cudem wtoczyliśmy to na niski wózek i stoimy w kasie. Stoimy stoimy i w tym samym czasie M mówi do mnie: to jak my to podniesiemy i powiesimy ??? no jak ja podciągnę a ty popchniesz jedną ręką :-D myślimy dalej pani kasuje a ja: wiesz co ale jesteśmy moim autem (clio) bo M nie mógł prowadzić :-D no i stoimy pod ta ikea jak dwie kaleki bez żadnego pomysłu.....
A potem mój M był z nami przez pierwsze 6 miesięcy życia Maksa. to było super takie wspólne rodzicielstwo, spacerki codziennie. Na prawdę miło to wspominam. Z początku martwiłam się, ze nie będzie w stanie podnieść dziecka, wykąpać, przewinąć ale po kilku miesiącach już było ok

Także puentując ta długą historię k8libby lepiej teraz niż później :-D bo teraz w razie jakby co jeszcze go podniesiesz :-D
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry