Cześć kobitki :-)
Wczoraj miałam tak zalatany dzień, że nawet chwili nie znalazłam na zasiąście przed komputerem i poczytanie Was...Nie dość, że w robocie do 16 30 siedziałam, to w dalszym ciągu trzyma mnie przeziębienie paskudne i wieczorem marzyłam już tylko o przytuleniu się do męża, przykryciu kołderką i wielkim chrapnięciu

Tak też uczyniłam.
irisson strasznie się cieszę, że wizyta udana. W stosownym dziale już złożyłam gratulacje, ale i tu się powielę (tradycyjnie już ;-)) Gratulacje!!!
A w kwestii lekarzy i ich refleksji...Czasami brzmią faktycznie dla nas brutalnie, czy nawet obcesowo. Większość jednak nie jest zapewne wynikiem jakiejkolwiek złej woli, tylko czystej troski. Jestem pewna, że wszystko będzie dobrze tym razem, nie ma co się martwić na zapas. Piorun dwa razy nie uderza w to samo drzewo, jak mądrość ludu mówi i warto się tego trzymać. Najważniejsze zresztą ostatecznie, że wszystko dobrze się skończyło, Laura rozwija się świetnie i raczy mamusię swoim obłędnym uśmiechem każdego dnia

A wkrótce szczerbate uśmiechy będą dwa
Olga cudne te Twoje psiaki są. W przeciwieństwie do amstaffów, staffiki jakoś zawsze bardzo dobrze mi się kojarzyły. Jak jeździłam z moim gamoniem na wystawy jeszcze, to spotykaliśmy się czasem z nimi i nigdy przenigdy nie było żadnych scysji, wręcz przeciwnie cechowała je zwykle obłędna siła spokoju:-) Fajne psiaki. A wiesz ile mniej więcej małych będzie miała Kena? tatuś też jest pręgowany, czy jakiejś innej maści? Wesoło będziesz miała niebawem

Mam nadzieję, że możemy liczyć na zdjęcia, ubóstwiam małe psie klusie!!!
A propos Madzi...Straszna historia. Byłam nią poruszona od początku, też miałam złe przeczucia, które niestety zdają się potwierdzać. Koszmar. Co tu dużo pisać...
