hejka
czas wrócić na forum sierpniówek bo normalnie zaginęłam w akcji i nie mogę drogi do forum odnaleźć
wyspałam się dziś solidnie

weekend był fajny, pogoda dziwna - i w sobotę i w niedzielę rano piękne słońce, a już przed południem chmurzyło się i potem padało...
w sobotę był u nas zjazd przyszłych właścicieli szczeniąt - mamy chętnych na dwa szczeniaki, najpiękniejszą czarną suczkę i słodkiego rudego pieska. Zostaje nam jeszcze ruda suczka i pręgowana suczka - miniaturka mamusi

mam nadzieję że znajdą się i na nie fajni ludzie.
Ci nowi właściciele to dwie młode pary, jedni i drudzy bardzo fajni, jedni mieszkają 30km od nas a drudzy na osiedlu obok więc będziemy mieć pieski na oku

czarna suczka jedzie w piątek do nowego domu, natomiast piesek zostaje u nas jeszcze minimum miesiąc

właściciele czekają na mieszkanie i do tego czasu piesek będzie u nas na nich czekał, będą go sobie odwiedzać i zabierać na spacerki, zapłacili już nam całą kasę i pokryją koszty utrzymania, są naprawdę w porządku a ja nacieszę się jeszcze pieskiem

no i po południu lecę z kasą do banku i wpłacam na dług na karcie kredytowej i obcinam limit więc już im powiedziałam że jak się rozmyślą to zwrotu kasy nie będzie

bo już raz nam mówili że go biorą po czym po tygodniu zadzwonili że nie mogą, na szczęście dzień później przyjechali z kasą więc mam nadzieję że to już ostateczna decyzja
kurde no i jak ja mam pisać posta jak znów mi żyć nie dają! wszystko naraz, mama dzwoni z problemami, mąż pisze sto smsów z pytaniami o rachunki, raty, nr konta, ja mam wszystko naraz sprawdzić i odpisać z mojego złomiastego telefonu sprzed epoki, ludzie!!!! takie małe wtrącenie ehhh... już się zdenerwowałam i straciłam ochotę na myslenie o tym co miałam napisać :/ znów łapie mnie dół... niech to szlag

(((( ale ja nerwowa...
no i co ja to pisałam? no w każdym razie mieliśmy iść wszyscy razem gdzieś na spacer i zabrać szczeniaki ale ledwo przyjechali jedni i drudzy to zaczęło lać no i siedzieliśmy w domu, ale było miło i fajnie. jak pojechali po 4 godzinach siedzenia i gadania i zabawy z pieskami to wtedy wyszło słońce...
w niedzielę to samo, rano pięknie a jak się zebraliśmy na spacer do lasu to nas zlało... taka złośliwość losu...
dziś znów pięknie jest ale ja nie wychodzę na razie bo w domu taki sajgon po weekendzie... ciągle bałagan i widzę że męża to irytuje, nie potrafię tego doprowadzić do ładu, nic nie można znaleźć, wszędzie chaos, to jest męczące naprawdę... on mi trochę pomaga ale też pół dnia go nie ma bo jest w pracy, wstaje wcześnie, no i wraca do tego chaosu i do zabieganej zdenerwowanej żony i widzę że nie jest mu miło a to wszystko wina moja i mojego niepozbierania... on wchodzi a tu wszystko nie na swoim miejscu a w środku tego ja w brudnym dresie ze szmatami, mopami, szczeniakami, obiad w lesie, i tak podziwiam go że tak cierpliwie to znosi i tylko czasem wybuchnie...
dziś wstałam pełna energii i postanowień że szybciutko ogarniam żeby przyzwoicie wyglądało i żeby mąż się dobrze czuł. muszę mu wynagrodzić to że go wczoraj wyrzuciłam z sypialni w nocy do dużego na kanapę bo chrapał

lekko się zdenerwował bo twierdził że przez to już nie zaśnie, w dodatku w dużym pokoju chrapią psy i pchają się na kanapę i Kena pół nocy mlaszcze bo liże łapy, tyłek, cycki i co tam jeszcze, a ja go tu wywaliłam...
dobrze że choć Natalia w końcu odpuściła. miała ostatnio taki tydzień że co wyszłam za próg pokoju to zaczynała wyć jak obdzierana ze skóry (po moim przejściu z powrotem przez próg od razu radość i uśmieszek), szlag mnie trafiał przez to... robiłam tak że jak zaczęła to stałam za ścianą w korytarzu i czekałam aż przestanie wyć, ochłonie na chwilę, i dopiero wchodziłam do niej i mówiłam wtedy miło i przytulałam. baaaardzo pomału zaczęło to skutkować no i teraz na szczęście znów jest ok, tylko czasem jej się przypomni.
Jakoś lepiej ostatnio je, niby tyle samo posiłków - 5 - ale czasem zje więcej naraz, no i postanowiłam zacząć olewać trochę tą jej niby alergię, nie wiem na co ona to w końcu ma bo niby nic takiego nie je a czasem wysypka wyłazi mocniej, a przez to ma ograniczoną dietę... no i daję jej więcej różnych rzeczy i jest tak samo jak było, nic się nie pogarsza więc nie wiem czy to na to białko krowie czy jakieś owoce czy co - trudno, nie jest najgorzej, więc jej daję - wczoraj na przykład dostała od nas z talerza potrawkę z kurczaka, marchewki, groszku z makaronem pełnoziarnistym, śmietaną, przyprawami (sól, pieprz, czosnek, maggi, przyprawa do kurczaka) - i zupełnie nic jej po tym nie było co mnie bardzo cieszy. Dziś dostanie zapiekankę z ziemniaków, mięsa mielonego, cebuli i brokuła - niech je na zdrowie, a co. Trzeba zacząć ją w końcu karmić jak większe dziecko a nie ciągle kaszki i mleko i miksowane obiadki jak małe niemowlę...
a i w piątek byłam z nią na spacerze bez wózka

zatargałam ją na rękach na wielki plac zabaw kilka bloków dalej, chciałam żeby się pobawiła z innymi dziećmi bo normalnie nie ma tego wcale, spociłam się, zmęczyłam bo droga pod górkę, a tu plac ogrodzony i zamknięty - przebudowa, jakieś wykopy, palety, no ale stoją już nowe huśtawki, karuzele, budowle i inne bajery - więc jak skończą tą przebudowę to będzie tam rewelacyjnie
no i wróciłam z nią, pochodziłyśmy wokół bloku, dreptała dzielnie, po powrocie zjadła dużo obiadku więc spacer dobrze jej zrobił, muszę tak częściej z nią wychodzić a z psami to potem wieczorem, jest coraz dłużej jasno a dla mnie też wygodniej będzie z dzieckiem osobno a potem z psami osobno no i się więcej dotlenię i poruszam przy tym
a szczeniaki mnie zdenerwowały... bo zrobiłam im wczoraj nową wykładzinę w kojcu, poprzednia (z plażowego materaca) była już zniszczona i poszarpana i przesiąknięta sikami i kupami, wczoraj podniosłam cały kojec, wymyłam i wypastowałam podłogę, wywaliłam to stare dno, wykleiłam pięknie zakupioną w chińskim sklepie ceratą, no i dziś rano otwieram a cerata w strzępach, szczenięta na panelach, wszystko zasikane i zasrane, pieski radosne szaleją, jeszcze nie byłam tam sprzątać (tylko tak z grubsza zebrałam kupy i dałam im żarcie) - i nie wiem co ja im teraz tam zrobię, musi mąż po pracy kupić kawałek linoleum w castoramie i tym to zrobimy i gwoździami - myślę że nie dadzą temu rady

małe wredne piranie...
no, to napisałam się, a teraz do roboty bo sporo bajzlu czeka
a Natalia dziś ma fazę na mówienie: "COOOO?" tak ładnie i wyraźnie, i robi przy tym taki dziobek z ust, no przesłodkie

bawi się grzecznie w kojcu, jak sprzątnę podłogi to ją puszczę na wybieg, a potem szczeniaki... ehh, ogarnąć te wybiegi całego mojego zwierzyńca nie jest łatwo

nie wspomniawszy już o żywieniu tego wszystkiego i sprzątaniu po tym... ehh no silna muszę być
acha -
witam serdecznie nowe sierpniówki które dołączyły w czasie gdy ja zaginęłam w akcji

proszę o PW kto jeszcze nie jest na liście - login, data porodu i płeć - tylko proszę pamiętać że kto się do listy dopisze to ma się udzielać i kropka

(i kto to mówi he he

)
miłego dnia
