Nie to u nas nie ma pukania, co Ty! Jak poszłam do psychologa (bo już nie wyrobiłam z tą sytuacją) to się mnie też o pukanie zapytała czy pukają czy jak i czy my pukamy do nich. No i my też nie pukamy bo nie mam gdzie! Mąż im gadał, żeby sobie też może zrobili takie drzwi (miał nadzieję na jakąś większą separację od nich) i wtedy byłoby gdzie pukać a tak to każdy łazi gdzie chce z tym, że ja staram się tam najrzadziej jak mogę. Oni też w sumie nie chodzą często, może raz dziennie czy dwa razy dziennie przyjdą na minutę po coś. Mnie by to już nawet nie przeszkadzało ale gdyby nie chrzaniła co jej się nie podoba bo przecież to jest u mnie więc co jej do tego. Ja u nich nie krytykuję bo mam to gdzieś co oni mają.
Kamu ja myślę, że to wchodzenie do mieszkania czy krytykowanie czy coś to jeszcze jest nic w porównaniu do tego jak ona podchodzi do kwestii jakby nie było, mojego dziecka, kiedy ona mówi, że w przyszłym roku zabiera go na 2 tygodnie do bułgarii, ona tak wszystkim mówi a dobrze wie, że ja nie zgadzam się na to aby z nimi pojechał i nie chcę tego, ona mówi "w przyszłym roku zabieramy go do bułgarii na wczasy" na co ja mówię "jasne, zapomnij, nie zgadzam się" a ona "zabieramy go i koniec" tak jakbym nie miała nic do powiedzenia a przecież to moje dziecko. Skoro wszystkim dookoła mówi, że go zabiera to jest tego pewna no a przecież wie, że ja się nie zgadzam czyli ma w d... moje zdanie odnośnie mojego dziecka, uważa, że ma więcej w jego kwestii do powiedzenia niż ja! To jest dopiero szczyt chamstwa (delikatnie mówiąc).