w końcu dotarłam....ostatnimi czasy cos ogarnąc sie nie moge jakoś...

od początku zacznę ..hmmm /już zapomniałam ze urlop był hehhe/
wakacje nam wyszły całkiem ok...no niestety idealnie nie było ..z racji że zawsze muszę mieć pod górkę na wyjeżdzie chorowaliśmy....Najpierw siostrzeńca syn (starszy od Mikiego o 2 mce) załapał wirusa ....noi trzymało go 3 dni -wysoka gorączka -3dniówka? potem Miki zachorował...mysleliśmy że to ten sam wirus..ale przestał mi jeść ,i tu było jeszcze jakoś ,ale jak przestał mi pić spanikowałam,no niestety...gorąc do tego noi wizja odwodnienia mnie omatała ...pojechaliśmy do szpitala na izbę przyjęć i okazało się że to wirusowe zapal gardła....wzięliśmy antybol -chyba ze strachu ...zresztą daleko było do powrotu do domu.... po tym przynajmniej luzik był na wakacjach ,a małemu szybko przeszło...ale to nie koniec...
potem ten sam wirusik przeszedł na moje starsze...i znowu lekarz blaaa...wysokie gorączki....tyle że strach już mniejszy.....
na końcu żeby kropka nad i była....okostna mnie złapała.... szkoda słów jaki pogrom..akurat 1 raz mielismy ze sobą karty ekuz.....
mimo problemów było fajnie

dobrze się bawiliśmy i humory dopisywały
ciężko było się zwinąc do domu po tych 2 tyg....
a tu ja
a tu mój skarb
z nowości : MIKI CHODZI

od 8 września ! ledwo co przyjechalismy 7...a od rana 8 ,.,,zaczął tuptać ....
z jedzeniem tak sobie....jak was czytam co jedzą wasze szkraby czuję się jak nieudolna matka...
nocnikowac zaczynamy pomału..małymi krokami....ciezko w temacie bedzie juz to wiidzę...
to tyle....
obecnie leczymy katarek : oxalin do noska -zamiast nasivinu ,euphorbium maść majerankowa pod nosek noi odciągamy z wielkimi krzykami .....do plecki kl.piersiową depulol.....i na stópki też + grubsze skarpety ,,,aaa i kilka kropel oibasu na reczniczek mały niedaleko głowy jak spi...i jakos sobie radzimy....
uffff na razie tyle
