Kochane Laseczki dzielę się z Wami moim traumatycznym przeżyciem z wizyty u lekarza NFZ!!!! Podjęliśmy z moim lekarzem prowadzącym decyzje, żebym zapisała się do przychodni przyszpitalnej (Inflancka), żeby nie płacić za podstawowe badania oczywiście nie zrezygnowałam z prywatnej opieki miało to być doraźne i wiecie co nigdy czegoś tak traumatycznego nie przeżyłam.
Wizyta trwała max 5 min a dodam, że była to pierwsza wizyta a ja jestem w 11 tc nie zrobił mi USG na zadawane pytania odpowiadał wręcz wrzeszcząc a jak poprosiłam o przedłużenie L4 to powiedział, że mi nie wypisze bo nie ma podstaw. A na wypisie ze szpitala mam napisane oszczędny tryb życia. Na pytanie czy mogę brać syrop Drosetux odpowiedział cyt" to tak jakby mnie pani zapytała czy może oddychać tym śmierdzącym powietrzem" Jak powiedziała co mi się stało podczas współżycia, to powiedział "bywa" Jak zapytałam o USG genetyczne powiedział, że nie ma potrzeby - pomyślałam co za "kutas". Na koniec zapytał kiedy miałam robioną cytologię odpowiedziałam, że rok temu i wyniku nie mam bo się wyprowadziłam i wyniki są 450km od Warszawy na to on : proszę mi przynieść ten wynik Wyszłam tak zniesmaczona, że do tej pory dojść do siebie nie mogę. Zrobię te badania i nigdy mnie już nie zobaczy.