Anney i ja ten strach rozumiem...ależ to dziwne, że w śmiesznej Polszy potrafią się bardziej zainteresować niż w Anglii. Wręcz trudne do uwierzenia!
Pozostaje wierzyć, że wszystko będzie w porządku, ja jestem dobrej myśli (no bo cóż innego pozostaje robić?), że wszystko przebiegnie zgodnie z planem. Pytałam mojego dr czy może powinnam rodzić w innej miejscowości, nie w zapyziałym Jaworznie, gdzie położne podczas kąpieli noworodków upuszczają je i powodują tym samym ich śmierć? Powiedział, że to, gdzie będę rodzić nie ma większego znaczenia. Do komplikacji nie dojdzie, jeżeli lekarze i położne za dużo się wtrącać nie będą. Bo kiedy zaczyna się wywoływanie, przyspieszanie, etc. to jest ryzyko kłopotów. Ale jeśli wszystko idzie swoim tokiem, naturalnie to nie ma opcji, żeby coś się miało wydarzyć (oczywiście może nie mieć racji, choćby ze względu na pępowinę, którą dzidziuś może być owinięty), ale wierzę mu, bo jest dobrym i mądrym lekarzem i nie chcę się stresować przy końcówce.
Sann, dziękuję za tę opowieść porodową

Brzmi bardzo bezboleśnie, wręcz przyjemnie hahaha
Ja się bólu porodowego nie boję, jedyne co spędza mi sen z powiek to szycie...

z kim nie rozmawiałam przed porodem Jakuba, każda babeczka twierdziła, że to nie boli wcale, położne też mówiły, że cała pochwa jest tak znieczulona od skurczów i porodu, że znieczulenie i szycie jest bezbolesne...ja, yhm! jak dla mnie poród przy szyciu to pikuś, wolałabym rodzić trzy razy niż raz się szyć

a może winą było nie samo szycie co dr, który nic nie dostał od nas i był niesamowicie oschły, nieprzyjemny, wręcz sprawiał wrażenie obrażonego i złego (wcześniej przez 5 dni przychodził do mnie na patologię ciąży i był super miły!!!!), więc może to on specjalnie tak robił żeby bolało? nie wiem...