Witam wieczornie.
Nadrobiłam.
My żyjemy, jemy, rośniemy. Tak upływa dzień za dniem.
Ciągle w biegu, ja jakoś tak inaczej nie umiem.
Oluś zdrowo rośnie. Nabiera nowych umiejętności. Je za siebie i brata

( ma 5 tyg i 2 dni waży 5.100kg) więc jestem dumna z siebie bo nikt nie wierzył że dam radę a tu taka niespodzianka.
Co do dyskusji o kp, nie oceniam innych ja z wyboru jestem karmicielką cycową a wcale nie czuje się przez to uwiązana. Ze mnie straszna "powsinoga" i cyckowanie nie sprawia mi problemu. karmę gdzie popadnie. Zawsze staram sie przed wyjścem z domu a poźniej gdzie olkowi sie zachce.
Przed przylotem rodziny zaczęłam ćwczyć. Biegam z Olkiem w wózku. I cwiczyłam skalpel. Urozmaice jak już pojadą "goście" bo mam 3 miesiące. W pierwszysm tyg stycznia planujemy chrzest i chcialabym wyglądać jak człowiek a nie potwór.
Josia jako starszy brat spisuje sie na medal. Jestem bardzo dumna bo miałam obawy, ale na szczescie nie potrzebne.
Ciężko jest mi się odnieść do każdej z osobna.
Postaram się wróćić już na dobre.
Dziękuję ż o mnie pamiętacie
