u mnie porod zaczął się od skurczy, ale mialam te krzyżowe wiec nawet nie wiedzialam, że to już się zaczęło, myślalam,że kregoslup mnie po prostu napierdziela..... potem wydawalo mi się (i mialam racje) że doszly tez normalne skurcze, pojechalismy do szpitala, z myśla że zaraz wrocę a tu rozwarcie na 3 cm bylo... wody odeszly dopiero podczas badania jak rozwarcie mialo 6cm (ale nie jestem pewna czy polozna ich nie przebila) i chlusnęło mocno.... potem skurcze ustały i musialam byc pod oksytocyną.....
Rozwarcie przed długi czas nie było.a poźniej już poleciało szybciutko. No i o 1:55 Wiki była na świecie. Czyli całość 12h.
,o jakie to było krepujące. Bóle miałam takie sobie, trochę bolała, ale nie był to ten ból o którym czytałam i na który się czeka, natomiast przy ostatniej fazie porodu bóle zanikły zupełnie. I wtedy już nie było przyjemnie, bo kazali mi przeć jak jest skurcz, a ja go w ogóle nie czułam, musiałam dobrze słuchać. Podobno jak są bóle do końca to wiadomo kiedy skurcz idzie i jak długo należy przeć.