Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
On choruje na cukrzyce i miażdżycę, zaczął mu się robić tzw. palec cukrzycowy. Poszedł do lekarza i dostał skierowanie do szpitala, ale stwierdził, ze nie da sobie palca obciąć. Ile się mu wszyscy na załatwiali lekarzy, szpitali, itd. Ale on powiedział NIE i koniec. Po ponad roku, gdy już wył z bólu, poszedł do tego szpital, ale zamiast palca obcięli mu nogę, ponad kolanem. Mozna powiedzieć, ze to na jego własne życzenie. Jak był w szpitalu (dwa razy), bo potem zaliczył jeszcze udar po tej operacji i jeszcze prawie 2 miesiące na rehabilitacji, to wszyscy skakali kolo niego, dogadzali, pamiętam, ze Ja i jeden brat męża najwięcej się najeździliśmy, na załatwialiśmy, byliśmy na każde jego skinienie. Wtedy jak jechałam gdzieś w jego sprawie, to sam proponował, żebym dzieci zostawiała u nich. Po pewnym czasie jak już się lepiej poczuł, znowu zaczął pokazywać swoje stare wredne oblicze. Az się odechciewało tam jeździć, bo był taki wredny, szczególnie dla dzieci. Wszystko mu przeszkadzało, nawet jak ktoś przyszedł mu złożyć życzenia urodzinowe, bo on własnie urywał sobie drzemkę. Najbardziej to zal mi teściowej, bo najbardziej na niej się wyzywa. Nie raz podobno dostała od niego w twarz. Ona musi wszystko przy nim robić, bo on nawet gdyby mógł, to mu się nie chce. Ale na papierosa kilkanaście razy dziennie potrafi wsiąść na wózek i jechać, choć ma zakaz palenia. Ostatnio była u nich kobieta z GOPS, która ma go pod opiekę i naopowiadał jaj takich rzeczy, ze masakra, ze nikt się nim nie opiekuje, ze mu pija w domu, po prostu brak slow. Długo by trzeba było o nim pisać
Ja przestałam się do niego odzywać, jak miarka się już przebrała. W lipcu byliśmy w sytuacji podbramkowej, nie mieliśmy na tydzień opieki nad dziećmi. Maz zadzwonił do mamy i zapytał, czy Ja mogę ich wozić przez 5 dni rano i popołudniu byśmy ich odbierali, ona bardzo chętnie się zgodziła. Ale po pierwszym dniu teść zrobił mi straszna awanturę, ze on sobie nie życzy, żeby dzieci tu tyle przebywały, bo on jest taki biedny, schorowany, a cały czas ktoś tu przyjeżdża. Nie wytrzymałam już jak mi powiedział, żebym sobie dzieci do sąsiadki dawała. Do nazywałam mu i powiedziałam mu co o nim myślę. Od tamtego dnia tam nie byłam, moje starsze dziecko tez nie, bo słyszało jak dziadek wola, ze nie chce ich wiedzieć. Dodam jeszcze, ze wtedy byliśmy w takiej sytuacji, ze nasze dzieci musiały siedzieć w domu same, my na zmianę z mężem dzwoniliśmy co chwilkę do nich, czy wszystko jest OK. Juz nie będę pisać, ile wtedy nas to wszystko nerwów kosztowało 



:-)