Witajcie
Widzę, że na wątkach starających się dziewczyn już stała, zgrana ekipa (niestety)... Przeglądałam kilka w miedzyczasie, ale jakoś nie chciałam pisać. Im dłużej się bezowocnie staramy, tym bardziej i ja zaczęłam czuć potrzebę zrozumienia i podzielenia się z Wami tym, co przeżywam (nie mam żadnej przyjaciółki, siostra mimo tego, że miała identyczny problem, to zajmuje się obecnie jedynie swoim dzieckiem i mam wrażenie, że wcale mnie nie rozumie). Dlatego trochę nieśmiało, ale pytam, czy i ja mogę do Was dołączyć?
Może od razu też powiem parę słów o sobie - jesteśmy małżeństwem od września 2014, a staramy się (tak na serio) miesiąc dłużej... Ja mam 26, mąż 37 lat. Ja jestem po jednym poronieniu (wiele lat temu), a mąż ma 15letnią córkę z poprzedniego małżeństwa.
Od zawsze "użeram" się z PCOs, hiperkortyzolemią i insulinoopornością. Ale wyniki nie są tragiczne, mam nawet owulację coraz częściej, choć zdarzają się i cykle bezowulacyjne. Od kilku miesięcy biorę metformax, falvit, rutinacol (na odporność, bo w grudniu przeszłam 2x antybiotykoterapię i operację),multilac i gynomed protect (w styczniu, po wyjałowieniu organizmu antybiotykami przeszliśmy terapię p. grzybiczą) a od tego cyklu także wiesiołek (do owulacji) i inofem, bo naczytałam się o jego działaniu (więc chwytam się jak tonący brzytwy...). Jeśli do marca nie zaciążymy, to od kwietnia dalsza diagnostyka - drożność jajowodów i badanie nasienia męża.
Mam nadzieję, że ładnie się przywitałam i zechcecie przyjąć mnie do swojego grona współ-starających się babeczek
