Paluszek my już odbywaliśmy poważne rozmowy ze sobą, nawet chciałam,żeby on pogadał ze swoją mamą, bo ja się czuje jak intruz w jej domu,że boli mnie jak np. przy stole powiedziała,że on będzie miał ze mną ciężko, bo ja mięsa nie jem, ale niech się nie martwi zawsze może do niej przyjść na obiad. Albo jak siedzimy przy stole, gdzie ja jedna jestem "spoza" rodziny a ona rzuca hasłem " Madzia nie jedz już więcej bo brzuch Ci już urósł" na co on mi odpowiedział,że ona jest konserwatywna, żebym to "olała" więc jako kobieta, która wie co chce od życia kupiłam ciasto, kawę zeszłam do niej i pogadałyśmy na spokojnie. Mówię jej,że kocham M. bardzo,że to nie jest moje widzimisię, że M. traktuje mnie też chyba poważnie jak kiedyś zapytał czy rozważałam możliwość zamieszkania z nim, to była oburzona,że gdzie my się pomieścimy w JEGO kawalerce, na to ja jej mówię,że nie rozważamy tego od jutra tylko przyszłościowo, a poza tym ja mam swoje mieszkanie on swoje, ja mam większe. To znów było,że jak ja sobie to wyobrażam,ja nie mam pracy (na etat), nie idą mi lata pracy itp. Sytuacji jest co niemiara, dlatego jak tylko mogę unikam kontaktu z nią. Wychodzi mi to na zdrowie.. bo przynajmniej się nie denerwuje.
a mój jak do tego podchodzi ? hmm... mimo iż mówię mu co mnie boli słyszę " Tak rozumiem Cię doskonale, postaram się to zmienić" mimo iż mamy swoje plany, wystarczy,że jego mama zadzwoni i już nasze plany są nieaktualne. Kiedyś był w szoku ciężkim, jak przyszłam do Niego posiedzieliśmy chwilę, on pojechał na trening i miał wrócić koło 21.. przeciągnęło się to do 23.. więc bez słowa na dworze wręczyłam mu smycz jego psa, rzuciłam mu kluczami w dłoń, odwróciłam się na pięcie i poszłam do siebie..
ależ się rozpisałam ;-)