Ael ładne zdjęcie? Jak to Ty to ładna dziewuszka jesteś
Oj dziękuję, ale zdjęcie stare jak świat, ma dobre kilka lat, więc kilka lat temu to ja może i byłam ładna ale nie to co teraz

XD
Ael masz rację, ALE... Kiedyś dzieci nie były tak alergiczne jak teraz... kiedyś jakieś krwawienia i nieprawidłowości ciąży nie były takie powszechne... KIEDYŚ kobiety pracowały nawet na polach i nic im nie było, a ja która posprzątałam zbyt długo w domu leżałam z plamieniami na pogotowiu. Kiedyś ludzie żyli dłużej niż teraz... Kiedyś rak i inne choroby nie były tak powszechne...
Kiedyś a dziś to dwie różne rzeczy i ja bym tego nie łączyła... widzisz... naród jest coraz słabszy i coraz słabsze geny przekazuję dalej.
To prawda, bo kiedyś matki Polki myśląc o alergii nie wiedziały co to, i tak babki leczyły dzieci po domowemu i wyrosło z każdego dzieciaka duże zdrowe. Kiedyś nie było takiej sterylności, nie było takiego pilnowania, czystości, nie myślano o zarazkach, bakteriach, wirusach. Zachorowało? Dało się rosół taki prawdziwy tłusty, herbatę z maliną i na drugi dzień jak nowo narodzone.
A teraz? Nie idź tam bo piasek brudny, nie rób tego bo zadrapiesz się i złapiesz raka, nie wychodź na dwór bo zatrujesz się powietrzem...no chore!
Ja już wolę by moje dziecko się wybrudziło, pokaleczyło (wiadomo jak najmniej), wyszalało a nie było takim zahukanym stworzonkiem co się wszystkiego boi i niczego i nikogo nie dotknie.
Moja siostrzenica mając dwa latka i jak siostra była jeszcze w związku z ojcem młodej, gdy przyjeżdżali do rodziców, to mała chodzący wariat zauroczona oczywiście kotami, wszędzie za nimi chodziła. I raz co, znalazłam ją jak z kotami uwaga wyjada suchy pokarm z ich misek! Oczywiście szok, bo ja miałam wtedy 13lat, matka moja uspokajała że nic się nie stanie, dostanie herbatę i po krzyku. I było po krzyku, młodej nic nie było miała tylko banana na twarzy i tyle.
Kiedyś tak strasznie kopałam w piaskownicy, że dokopałam się pół metra niżej do jakiejś zbitej butelki, a oczywiście łapami kopałam to ciach palec skaleczony, krwi jakby mi co najmniej tego palca odrąbało, nie wiadomo jakie dziadostwo w tym piasku jeszcze siedzi. Poleciałam do domu siostra opatrzyła mi palca, gdzie po zmycia całego badziewia okazało się, że mam odrobinę głębszą rankę na jakiś centymetr, obmyła wodą, założyła plaster a ja w te pędy na podwórko i dawaj znowu do piaskownicy.
Roz*******iłam sobie raz głowę od starego chlebaka, co to takie kiedyś na klatkach wisiały na suchy chleb, dzyndzel taki masakrycznie zardzewiały był z dołu do otwierania, a przy chowaniu się nieostrożnie uniosłam szybko głowę i ciach, no nic zabolało bawię się dalej, po chwili zobaczyłam, że z głowy leci mi krew. No to do domu, matka opatrzyła, gencjaną przetarła i na drugi dzień zapomniałam.
Ile razy ja się wywalałam na rowerze, ile razy kolanami i łokciami szurałam po ziemi, po jakim gnoju się nie chodziło. I co? A teraz na starość to ja musiałabym z mokrą głową na 30 stopniowy mróz wyjść by zachorować konkretnie.