• 🌿 Kochane/i życzymy Wam spokojnych, dobrych Świąt Wielkanocnych. Takich bez presji, bez „muszę”, bez porównywania się. Niech to będzie czas choć odrobiny odpoczynku. Życzymy Wam ciepła, bliskości i takich małych momentów, w których można na chwilę odetchnąć i pomyśleć: „jest okej”. I trochę więcej łagodności dla siebie, bo naprawdę robicie bardzo dużo ❤️ 🐣 Ściskamy Was świątecznie zespół babyboom.pl
reklama

Starania po raz pierwszy :)

Czesc Madziu:)
No to dobrze ze juz w domku....:):) a jak ty się czujesz??? i skąd zmiana imienia???
możesz juz zmienić suwaczek,bo chyba juz się doczekaliscie:):)

A ja wczoraj byłam na I wizycie u gina i wszystko w porządeczku:):)
Żadnych nowych fasolek oprócz pok nie było???
a skrót wydarzen to ciężka sprawa bo tyle się dzieje ze nie sposób tego spamietac....:):)

A ja dzis robie pieczen i do tego ziemniaki pieczone i suróweczka....ale się wpakowałam na kilka godzin w kuchni....wariatka ze mnie:/

Martocha jak tam dzisiaj samopoczucie???
Sun7 no to pieknie ze mezus nie stchórzył i daj znac co tam u żołnierzyków słychac....
Klaria ty jak tam sobotnio żyjesz??
Mijenka wyspacerowałas futrzaka??
Lamiav kuruj się kobieto....życzę zdrówka:)
 
Ostatnia edycja:
reklama
Hej Madziu! Jeszcze raz Gratuluję!!! :-) Ja wciąż w dwupaku choć dzisiaj spakowałam torbę do szpitala (ostatnio jak spkowałam tego samego dnia zatrzymywali mi poród :-p)


Skąd zmiana imienia???? Ależ nas zaskoczyłaś...


Sun to super! Masz być z czego dumna! Mojego bym tak łatwo nie namówiła a staraliśmy się już dłużej od was... :zawstydzona/y: może jakbyśmy się starali pare lat to by się odważył...
 
No fakt nie miałam problemu z tym badaniem... z niecierpliwością czekam na wyniki... ale jestem dobrej myśli.... oczywiście napiszę w poniedziałek jak wyszły badania...

Fifka a ile wy się staraliście????

Klari zazdroszczę pizzy bo ja też uwielbiam taką domową... :-)
 
sog tak, futrzak już po spacerze, śpi grzecznie w swoim koszyczku:-D a Ty żeś się ładnie załatwiła z tym gotowaniem, szalona kobieta:-D

sun a możesz mi coś więcej napisać na temat tego badania? ;-)
 
A bo jakoś nie byliśmy przekonani do tego Oliwiera... tzn za nim się urodził to tak... ale po porodzie jak go zobaczyliśmy to nie mogliśmy się przełamać :-p

Poród też nic ciekawego... o 7 zabrali mnie na lewatywę, około 8 podłączyli kroplówkę, chodziłam z tym ciulstwem po porodówce jak jakaś stuknięta a skurcze słabsze niż przy miesiączce... :confused2: położna, która się mną opiekowała zakomunikowała nam, że jak do 10 nic się nie będzie działo to oddelegują mnie spowrotem na oddział ginekologiczny... na szczęście lekarz chyba kazał mi dalej trzymać tą kroplówkę więc kombinowaliśmy z Krzyśkiem żeby mocniej leciało bo wtedy były silniejsze skurcze ale jak tylko mi ją przykręcali to skurcze się traciły. No i chyba tak wykombinowaliśmy, że o 14 jak leżałam na KTG odeszły mi wody (nie całe ale dość dużo) więc wysłałam K żeby poszedł powiedzieć tej położnej bo nie byłam pewna czy się posiusiałam czy to faktycznie wody. Przyszła zbadała mnie i potwierdziła, że wody odeszły ale skurczy nadal brak i rozwarcie na 1 cm.... :confused2: odłączyła mnie od kroplówki i kazała czekać żeby skurcze same się rozkręciły no i tak też było - skurcze od razu co minutę trwające 40-45sekund. No i nagle pojawiła się baba herod! poinformowała mnie, że "bez sensu odeszły mi wody i teraz to już muszę urodzić". Skurcze już bolały nie powiem dośc mocno ale większość przetrzymała w ciszy z zamkniętymi oczami (to mi jakoś pomagało). Baba herod podłączyła mi spowrotem kroplówę, podkręciła ją i czekała na skurcz, w czasie skurczu przebiła mi worek płodowy co bolało niemiłosiernie i potem to już było tylko gorzej. Ból niesamowity a ona łaziła i cały czas mnie "pocieszała" że nadal nie ma rozwarcia, w trakcie skurczy wkładała mi łapę i chyba sama rozciągała rozwarcie :/ i nagle koło 17.30 przyszła mnie zbadać i stwierdziła, że rozwarcie już na 9cm i przy następny skurczu na pewno będzie pełne. Chwilę potem kazała przeć no i tak o to o 18.05 na świat przyszedł Bartuś :-p


Powiem Wam, że z perspektywy czasu miałam mega krótki poród bo cała akcja porodowa trwała tak naprawdę 4 godziny choć wtedy wydawało mi się to wiecznością! Nie wyobrażam sobie rodzić sama... choć nie pozwoliłam się mężowi dotykać to trzymał mnie za rękę i naprawdę mega dużo mi to dawało! jak wyszedł tylko na chwilę bo zrobiło mu się słabo (:-P) to wydawało mi się, że wszystko boli mnie jeszcze bardziej. Wiem, że wszystki zależy od faceta ale jeśli chodzi o nas to poród zbliżył nas do siebie niesamowicie! Mąż mnie zachwalał jak szalony, cały czas mi powatarzał, ze jest ze mnie taki dumny, że widział ile wycierpiałam a dałam radę. Całej rodzinie opowiadał jaka to ja biedna nie jestem :-D w końcu mu powiedziałam, że z perspektywy czasu patrząc wcale nie było tak źle i żeby nie przesadzał bo są kobiety które rodzą bo kilkanaście godziń w takich bólach! :-p
Najgorszy był dla mnie moment jak dostałam głupiego jasia i świat mi zaczął wirować! Nie mogłam otworzyć oczu! Cały czas powtarzałam, że będę wymiotować! do dziś nie wiem w jakim celu to było bo na pewno mi nie pomogło :/

Pierwsze dni po porodzie to była dl amnie tragedia!! Byłam zła i wściekła! Że tak wczas wywoływali poród, że mały nie chciał jeść... w ogóle się nie upominał i dlatego tak drastycznie spadł na wadze... potem jeszcze ta żółtaczka, jak poszłam go zobaczyć do tego inkubatora to później siedziałam godzinę w łazience i płakałam! :confused2:
 
reklama
Magdalena jak tak piszecie i tych porodach to zaczynam się sama bać swojego.. :-p he he a chciałabym bardzo rodzić naturalnie jakoś nie przemawia za mną ta cesarka.
Soglam no nie źle się wpakowałaś z tym jedzeniem ;-). A u mnie się @ już pojawiła na dobre i brzuch też już boli :confused2:.

Dlaczego faceci się tak boją tego badania ich żołnierzy.??
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry