Hej!
A ja dzisiaj miałam poważną rozmowę z mężem po dwóch dniach nerwowej atmosfery... ustaliliśmy że teraz ja przejmuję pełną kontrolę nad finansami (konto do wglądu, jego wypłata idzie do mnie itp) No i koniec z większością przyjemności zeby szybciej spłacić tą pożyczkę (przyjemności dla niego, bo ja z małym nie mam zamiaru cierpieć przez jego wybryk...)
Wyrzuciliśmy z siebie wszystkie nasze żale - ale na spokojnie, bez krzyków. Ustaliliśmy pewną strategię pracy w domu... wytłumaczyłam mu że gdyby po pracy wrócił, dał dla mnie odpocząć i zabrał małego... albo zrobił porządek w kuchni itp.. to byłby to dla mnie większy prezent niż kwiaty... On sam podpowiedział mi kilka "chwytów" by łatwiej mi było do niego dotrzeć.
Pogadaliśmy o sprawie Konrada. Wytłumaczył mi że on się czuję strasznie zagubiony w tym "ojcostwie" i po części ja sama go zniechęciłam do opieki nad nim, bo ciągle go "poprawiałam" (ja tego tak nie widziałam... ale to w końcu facet) również ustaliliśmy na tej płaszczyźnie kilka zasad więc zobaczymy... wyszło ze on po części stał się troszkę zazdrosny o małego.
No zobaczymy czy tym razem coś się zmieni czy znowu wrócimy do punktu wyjścia... jestem na niego bardzo zła... zawiódł mnie, ale nie moge powiedzieć ze ma same wady... W końcu się w nim zakochałam i podjęłam decyzję o ślubie... miedzy nami tak sie popsuło od jakiś 3-4 miesięcy... wcześniej było naprawdę dobrze i nie mogłam złego słowa o nim powiedzieć... więc mam nadzieję ze to taka nasz kryzys towarzyszący zmianach w naszym życiu... Trzymajcie kciuki!