[h=6]No wróciliśmy ze szczepienia i spaceru (chociaż pogoda mimo słońca, szkoda gadać...). Weszliśmy do gabinetu, usadziłam małego i zaczęłam rozbierać. Poprosiłam pielęgniarkę by mi pomogła bo to moje małe kochane zaczynało się czorcić. Rozbieramy na leżąco a Wiktor jak zwykle fiku mik i już leży na brzuszku, raz dwa się podniósł po czym raz dwa siadł. Pielęgniarka która mi pomogła uwierzyć nie mogła. Pani trzymała małego ja wyciągnęłam pieluchy do zakrycia przewijaka i wagi.
Pielęgniarka ułożyła małego na wagę a ten hyc i się podnosi do siadu, także nie mogliśmy go zważyć a wyszło 8,5 kg ale na bank jest więcej, bo mały nie leżał po prostu bez ruchu ani minuty. Najlepsze było, jak pielęgniarka podniosła małego z wagi, obróciwszy go na brzuszek, a ten spryciarz złapał wagę i pociągnął w górę za sobą! I lekarka i pielęgniarki po prostu płakały ze śmiechu.
Ubrałam tylko w pampersa i trzymaliśmy małego podczas zastrzyku, jedna iniekcja w uda. Płakał tylko przy wkłuciu, potem cisza.
Ubierając go oczywiście znowu pomoc pielęgniarki, odeszła na chwilę a ten mi się odwrócił na brzuch i dawaj raczkuje do tej wagi, na wadze miarka, porwał ją i zaczyna się bawić. Kobity mi oczy przecierały, bo nie wierzyły że to takie silne, małe i dobrze rozwinięte.
Pytałam o żółtko, mówiłam, że Wiktor jeden posiłek z żółtkiem dostał i że na drugi dzień wyskoczyły mu 3 takie bąbelki jak kiedyś mnie za młodu. Kazała mi na razie odstawić i odczekać trochę.
No następne szczepienie po ukończeniu roczku, a za dwa miesiące na bilans :-)\
Kurde nie mogę przestawić czcionki....
[/h]