Hej Kobietki,
Linku nie podsyłam, bo jeszcze nic nie napisałam, tzn próbowałam 2x raz w szpitalu, 2x z domu i za każdym razem coś wcisnęłam że mi post znikł, za drugim razem 3/4 tekstu za linkiem, bo tu niektóre linki coś krzaczą. No i po dwóch nieudanych próbach na razie się wstrzymałam, ale muszę zapisać, bo sama z czasem zapomnę.
Ja na razie mam tu Mamę, więc po pierwsze głupio mi przesiadywać na kompie jak ona mi prasuje a po drugie to ona gra w kurniku w literaki, albo z ojcem gada na skypie, więc mam ograniczony dostęp.
No i goście, goście, goście. Myślałam, że da się z tym odwlec ze 2 tyg, ale nie ma szans. Pierwsi goście byli w szpitalu, następnego dnia w domu, więc na to też trzeba wziąć poprawkę.
Wczoraj byli znajomi z pracy więc w czwartek wieczorem 2 ciasta zrobiłam: brownie i szarlotkę. Dostałam komplement, kolega kazał mi się pokazać swojej żonie, bo ona się boi że po ciąży będzie gruba, a ja 9 dni po porodzie wystąpiłam w swoich ukochanych jeansach i 4kg na plusie - 48,2kg.
(mam przepis na najprostszą szarlotkę na świecie, ale uwaga uzależnia: Obrać i starkować na grubych oczkach kilogram kwaśniejszych jabłek, ja za pierwszym razem dałam 4 małe słodkie jabłka + 3 małe gruszki i trochę soku z cyryny, bo tylko to miałam, następnie Szklanka mąki, szklanka cukru, szklanka kaszy manny, 2 łyżeczki proszku do pieczenia dokładnie wymieszać sypkie składniki w misce, w tortownicy 23cm wyłożyć samo dno a boki wysmarować tłuszczem, na dno wysypać szklankę suchej mieszanki i równo rozprowadzić, na to rozłożyć połowę jabłek, na jabłka kolejną porcję 1/3 sypkich składników, resztę jabłek i znów sypkie składniki. A na wierzch starkować 175g masła lub margaryny i wstawić do piekarnika na 60 minut do 180stopni, my zapomnieliśmy o cieście za pierwszym razem i się piekło prawie 90 minut i było smaczniejsze niż za drugim razem pieczone zgodnie z przepisem. Ciasto jest bez jajek!!!, scala się gdy tłuszcz i sok z jabłek spływają i łączą się z suchymi składnikami. Jak tortownicę wykładam papierem, zostawiam większy kawałek papieru na zewnątrz dookoła i nadmiar tłuszczu i soku tam się zatrzymuje)
Myszka, brawo, może wreszcie uda Ci się rzucić to świństwo, no i jaka oszczędność!!! Oczywiście jak już plastrów nie będziesz potrzebowała.
Mgiełka, nie myśl, że byś nie chciała bliźniaków, ja nie chciałam urodzić 29 lutego i w poście przez całe życie i widzisz jak to wychodzi

A w poście, bo zazwyczaj słodyczy nie jem, a tu tort...
Ewelka ja z tym dopplerem nie miałam problemu ani razu, dziecko nawet jak będzie tyłem odwrócone, to jak pozaczepiasz to się odwróci, ale u nas max czas szukania to może 5 minut. Piotruś pod koniec to uciekał, co zaczniemy go podsłuchiwać to On hyc, w drugą stronę usiekał.
Rany,
Danutaski, ucałuj te swoje 37mm szczęścia.
Kochająca mama a u Ciebie kiedy kolejne mierzenie?
Kruszka, a u Ciebie który tydzień? Na urlopie byliście już we 3??? Będzie mały narciarz?