Myszko jak się czujesz z kamieniami? Bo niestety nie dam rady tak daleko doczytać. Nie wiem jak to sie u Ciebie zakończyło, miałaś zabieg? Gratuluję że Paul pełza, szybciutko - Nina dopiero niedawno opanowała tą umiejętność. Widzę też, że jest jakiś "konflikt" odnośnie rehabilitacji niemowląt, nie wiem dokładnie o co chodzi, czy ja też "świruję?"
Izka jeszcze odrobina cierpliwości... wiem że te ostatnie dni ciągną się w nieskończoność, ale trzymam kciuki, że jak już się zacznie, żeby poszło szybciutko i jak najmniej boleśnie &&&&&&&
Malgoniu podglądam Twój wykresik na bieżąco, kciuki zaciśnięte, rano będę zaglądać za nową notatką - o ciemniejszym cieniu cienia
Nina od środy w zeszłym tygodniu dostaje syropek na problemy z brzuszkiem, kilka dni temu skończyły się wymioty, kupka jeszcze średnia, raz normalna a raz nie. Jutro śmigamy na pobranie krwi, żeby wiedzieć co z anemią.
Młoda obecnie pełza używając dwóch rąk i jednej nogi, ale śmiga jak szalona potrafi wołana przyjść z kuchni przez korytarz do pokoju oddalonego łącznie na odległość ok 12m więc myślę że całkiem nieźle! Dzwoniłam do rehabilitantki, bo tak byłam umówiona, mówi że w przeciągu dwóch tygodniu powinna zacząć podnosić tyłek do raczkowania, palce u stóp nadal podwija, muszę kupić drugie sandały bo te co mam, musiałam zostawić w żłobku. Nie pali się do skrobania do siedzenia czy wstawania, ale ważne, że pełza. Robi postępy. Odwracać się z brzucha na plecy nadal się raczej nie odwraca, w przeciągu 2-ch tygodni zrobiła to sama AŻ trzykrotnie, dwa razy na łóżku i raz na podłodze. Zaczynam naprawdę myśleć, że został jej uraz po tych bąbnięciach głową, bo wywija się we wszystkie strony jak wąż i moim zdaniem wie jak się okręcić, ale z wiadomych tylko sobie powodów tego nie robi

Do żłobka chodzi od 8 do 14-tej, jesteśmy zadowolone, ma ciągle dobry humor, Panie mówią że jest grzeczna, po niej też nie obserwuję niczego złego, nie wraca zapłakana, a gdy jest oddawana w ręce opiekunek, uśmiecha się. Nauczyła się też bujać przy muzyczce oraz jeździć takim konikiem, czego ja jej nie uczyłam, więc wnioskuję, że albo ją tam nauczyli, albo podejrzała to u innych dzieci. I co dla mnie najważniejsze, ma WRESZCIE kontakt z innymi dziećmi, bo gdy ja się nią opiekowałam w domu, to rzadko kiedy wychodziłyśmy na spacer aby się z kimś spotkać, przez co rosłaby mi na takiego samotnika.