Cześć dziewczyny. Podczytuję Was już kilka dni, jesteście zgrane, kojarzycie się i swoje historie i głupio mi tak z butami tutaj wchodzić, ale chciałabym zadać kilka pytań...
Kilka słów o mnie. Mam 28 lat. W kwietniu zobaczyłam na teście dwie kreski. Pierwsza beta prawidłowa, po 48h ładny przyrost. Lekarz na USG nic nie widział, ale mogło byc za wcześnie. Takie było wytłumaczenie, beta nie była jeszcze na poziomie 1000 + kiepski sprzęt ( pózniej, mimo kiepskich i niższych wyników bety widziałam na USG moja kropkę). Lekarz kazał zrobić jeszcze jedna betę. Od ostatniej minęło 5 dni... wynik powinien byc już wysoki a... był lekko większy niz poprzedni. Wiedziałam co to oznacza, ileż ja wtedy sie naczytałam o tym wszystkim, ile historii poznałam, ale mimo to nadzieja umiera ostatnia. Powtarzałam jedzcze dwa razy betę, wizyta u dwóch lekarzy i niestety... 01.06 poroniłam samoistnie. Żaden lekarz, widząc nierosnąca betę, nie chciał dać leków na podtrzymanie. Tłumaczyli to tym, że wydłuże sztucznie moment poronienia. Zrozumiałam, nie walczyłam o leki.
Zastanawiam sie jednak, czy będąca w kolejnej ciąży (a podejrzewam teraz, ze mogło sie udać) powinnam od razu przyjmować luteinę albo dupka? Czy Wy przyjmujecie leki ?
A drugie moje pytanie to... w poniedziałek powinnam wziasc kolejna tabletkę dostinexu. Na testowanie za wcześnie, ale mimo to nie wiem czy tylko podejrzewając ciaze powinnam odpuścić dawkę leku, czy brać i sie nie martwić? Czy któraś z was stosowała ten lek na zbicie prolaktyny?
Będę wdzięczna za rady i wasze doświadczenie. Dziękuje :*