Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
O jak superZapomnialam się pochwalic :-) beta 103 przyrost 300% ponad :-) :-) :-) :-)
Kochana jak czytalam twoja historie to sie poplakalam Boziu ile ty z mezem przeszlasNasza historia trochę długa i niestety smutna....
2011 ślub, a za kilka miesięcy szczęście bo na teście dwie krechy, niestety radość nie trwała długo. 12 tc krew, izba przyjęć i okazało się, że serduszko nie bije....tragedia, rozpacz, wiele pytań.. Pewnie same wiecie.
Przez rok nie chciałam słuchać o ciąży, moja psychika się zablokowała i koniec. Kiedy znowu zaczeliśmy starania w 2012 okazało się, że nie będzie tak łatwo. Miesiące mijały i nic, okazało się że lekarz do którego chodziłam faszerował mnie w ciemno tabletkani i tyle-wtedy mu ufałam. W pewnym momencie wywaliłam wszystkie leki, odpoczynek dla organizmu i po pół roku w 2015 w końcu trafiliśmy na wspaniałą panią doktor. Szybkie badania, monitoringi i nic. Badanie na wrogość śluzu i tu tkwił problem. Przez ten czas starań po prostu stosunek był jedym wielkim stresem i myśleniem no i mój śluz bardzo się zniechęcił. Decyzja o inseminacji, pierwsze podejście i bach, beta rosła. Znowu szczęście plus strach, minął felerny 12 tydzień i odetchneliśmy jednak w 19 tygodniu okazało się, że Dzidzia ma wadę letalną...no i znowu płacz, rozpacz itd. Decyzja przed nami, prowadzić ciążę czy przerwać. Postanowiliśmy dać naszemu Maluchowi tyle życia na ile będzie gotów i tak dotarliśmy do 32 tc. Pojawiły się skurcze, poród -Synuś postanowił się z nami pożegnać. Tuliłam mojego Anioła w ramionach, tak "spał" jakby po prostu odpoczywał...pogrzeb, wizyty u psychiatry i radzenie sobie z każdym dniem. Nie wiem skąd mieliśmy i mamy siły, ale kiedy po porodzie dostaliśmy zielone światło powalczyliśmy. Pierwszy cykl i ciąża, kolejna radość i strach. W każdej ciąży pojawiały się krwawienia więc leżenie, hospitalizacja. W tej trzeciej ciąży dostałam raz ogromnego krwawienia, jechaliśmy na IP już bez nadzieji jednak okazało się, że z Maluchem wszystko ok. Przy kolejnych wizytach dowiedzieliśmy się, że to Córcia, nie miała wady tej co Braciszek więc serce nam urosło-na krótko...kilka dni potrm skurcze, szpital, kolejne poronienie....po badaniach okazało się, że ropne zapalenie łożyska...
Tak to w skrócie wygląda...jednak nie poddamy się, pokaże jeszcze temu pieprzonemu pechowi środkowy palec z naszym Maleństwem na rękach...walczymy, walczymy, walczymy!!!! Terapia z psychiatrą meeega dużo mi dała, niedawno nawet wróciłam do pracy i mam całkiem inne podejście do życia. Zaglądałam do Was od jakiegoś czasu i tak jakoś mnie naszło aby dołączyć. Za nami pierwszy miesiąc starań-nieudany, i co z tego!? Nie ten to kolejny :-)
-----------------------------
Musisz być silna (mamusiu)....masz dla kogo żyć !!!
A[*] S[*] E[*]
Xsenia moja beta dzisiaj 230 i ide we wtorek do lekarza z nadzieja ze uslysze serduszko a na pocieszenie tez czekają mnie zastrzyki z heparyny [emoji12]Dzieki dziewczęta :-) staraczki do boju w najblizszym cyklu!!! :-)
Dzis zrobilam pierwszy zastrzyk z clexane... Okropne uczucie, juz widze tego siniaka ktory jutro wylezie mi na brzuchu....
Kochana napewno!!! Bedziesz miala dzieci moze dzidzia bylaby chora? Bozia zabrala ale napewno niedlugo da Ci zdrowa dzidzieMnie również przy ciąży w przyszłości czekają zastrzyki z heparyny, aleee wszystko się da dla malusieńkich stópek, rączek
Nusia123 nooo życie kopie nas po tyłkach...trzecie poronienie - ostre, ropne zapalenie łożyska, niestety nie miałam jakichkolwiek objawów, żadnego przeziębienia, temperatury....bo gdyby coś wylazło, pewnie antybiotyk ocaliłby naszą Córeczkę...plan lekarza, jak pisałam heparyna plus jakiś konkretny zestaw plus pewnie mąż z łóżka mnie nie wypuści i nie pozwoli nic zrobićŻyjemy z dnia na dzień, cieszymy się sobą i tym co mamy, często odwiedzamy nasze Aniołeczki na cmentarzu i to są nasze chwile...