reklama
Forum BabyBoom.pl

Dzień dobry

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

  • Kochani, umiera młoda mama. To koleżanka jednej z naszych moderatorek @89katia. Być może uda sie ocalić jej życie, ale (jak zawsze) potrzba na to pieniędzy. I to nie za miesiąc, nie za dwa, tylko teraz. Dorzuć się do zbiórki. Każda wpłata, nawet ta symboliczna daje jej większą nadzieję, że wróci do swoich maluszków. Dziękuję. aniaslu Poznaj Anię i jej dzieci. I podejmij decyzję.

reklama

strata dziecka z powodu odejście wód płodowych

E

elizabets

Gość
cześć ja opisywałam swój przypadek na forum w wątku wywoływane poronienie i mam takie pytanie czy są tu jakieś dziewczyny które straciły dziecko z powodu odejścia wód płodowych wskutek czego trzeba było wywołać poród z poronieniem, bo jak do tej pory czytam na forum to poronienia były przez obumarłą ciąże ?
 
reklama

Ilona1985

Fanka BB :)
Dołączył(a)
8 Listopad 2008
Postów
646
Miasto
Dublin/Szczecin
Rozwiązania
0
Czesc Urszula a w ktorym tygodniu urodzilas?
Ja poronilam w 23 przez szyjke macice dlatego tez odeszly mi wody, bardzo wspolczuje straty, swiatelko dla twojego anioleczka [']
 
E

elizabets

Gość
cześć dzięki za odzew.u mnie to wszystko wydarzyło się 21 tygodniu wciągu jednego dnia.najpierw odeszły mi wody i wskutek bezwodzia musieli mi wywołać poronienie i poród .dzisiaj odebrałam wynik badania hist-patologicznego i ginekolog mi powiedział że jak byłam przeziębiona (akurat wtedy byłam) to zaatakował mnie jakiś wirus który uszkodził łożysko że wdało się w nie zakażenie i w wyniku tego naruszona została jego struktura i wyciekły wody.
 

slodziutka_e

Fanka BB :)
Dołączył(a)
29 Luty 2008
Postów
5 177
Miasto
Tarnów
Rozwiązania
0
elizabets - witam raz jeszcze. Bardzo współczuję straty. A powiedział Ci jaki to wirus? Może cytomegalia? Bo właśnie ona w ciąży też jest bardzo groźna - niestety,a często, gęsto objawia się w postaci przeziębienia...:-(
 
E

elizabets

Gość
cześć nie nie powiedział jaki to wirus ale mi się tak wydaje że ten ginekolog to tak naprawdę nie znał przyczyny bo jak mi tłumaczył powód poronienia to pomylił się bo powiedział najpierw że ten wirus zaatakował dziecko i dlatego umarło a ona żyła dopiero potem podjęli decyzję że i tak jest za mała aby żyć później zdrowo
 

Diana_81

Fanka BB :)
Dołączył(a)
10 Październik 2008
Postów
318
Miasto
Świętokrzyskie
Rozwiązania
0
Witaj, ja straciłam synka w 23 tc podobna sytuacja.
dostałam skurczy i zaczełam rodzić, zatrzymało sie, a potem drugie skurcze, odejście wód. Na szczęście nikt nie wywoływał porodu i pozwolili mojemu synkowi umrzeć we mnie.
Ja miałam zakazenie, nie wiadomo jakie, ale najprawdopodobniej cytomegalowirus, o którym pisała Słodziutka.
Ciągle mam bardzo wysokie przeciwciała na cytomeg. Robiłas badania w tym kierunku?
Pozdrawiam i ściskam. Bardzo mi przykro z powodu Twojego maleństwa.
 
E

elizabets

Gość
nie robiłam jeszcze żadnych badań bo to dopiero minęło 2 i pół tygodnia a co to jest ta cytomegalia ?
 

slodziutka_e

Fanka BB :)
Dołączył(a)
29 Luty 2008
Postów
5 177
Miasto
Tarnów
Rozwiązania
0
najlepiej elizabets wpisz sobie w google cytomegalia wirus i Ci dokładnie wyskoczy co to jest. Powodzenia w szukaniu.
 

iwka1211

Aniołek 14.01.2009 r.30tc
Dołączył(a)
29 Styczeń 2009
Postów
50
Miasto
okolice Konina/wielkopolska
Rozwiązania
0
Witam! Mam na imię Iwona i chciałabym się podzielić z Wami swoim tragicznym przeżyciem jakiego doświadczyłam dwa tygodnie temu:-(. Właściwie nie wiem od czego zacząć..... a więc może zacznę od początku. W czerwcu 2008 roku wzięliśmy z mężem ślub, byliśmy przeszczęśliwą parą. Chcieliśmy mieć od razu dziecko, dlatego nie robiliśmy nic żeby Go nie było. I udało się!!! Za pierwszym razem!!! Kiedy robiłam test w lipcu cała drżałam i czekałam na wynik a tutaj pojawiły się dwie wymarzone kreski!! Mój mąż oszalał, byliśmy szczęśliwi jak nigdy!!! Ale nasze szczęście nie trwało długo. Problemu zaczęły się 01 września kiedy to po raz pierwszy trafiłam, do szpitala z plamieniem. Jednak po 3 dniach wróciłam do domu z lekami na poddtrzymanie. Jednak już 14 września trafiłam ponownie do szpitala tylko że tym razem z krwawieniem. Lekarze powiedzieli że mam krwiak który oddziela ciążę od macicy i mam 50 % na utrzymanie ciąży. Ale My tak pragnęliśmy tego dziecka... Leżałam cały czas, najpierw w szpitalu 2 tygodnie , a potem w domu. 01 listopada odpłynął mi jakiś płyn, dużo płynu.... myśleliśmy że już jest po wszystkim.... ale nie, aż do konsultacji w Poznaniu, gdzie doc. powiedział mi że jest bezwodzie, nie ma wód płodowych prawie wogóle, i sam nie wie jak to dziecko jeszcze żyje. Wtedy sie załamaliśmy, ale na krótko, bo nadal wierzyliśmy że sie uda, że może stanie sie jakiś cud. Modliliśmy się o pozytywne rozwiązanie. Dalej leżałam w domu i były cotygodniowe wizyty u doc. i tak przetrzymaliśmy do połowy grudnia. Dziecko żyło, ruchy oddechowe były prawidłowe, przepływ krwi pępowinowej również prawidłowe, aż lekarz się dziwił jak to jest możliwe.... a My ciągle wierzyliśmy. 15 grudnia trafiłam na oddział w Poznaniu z krwawieniem-pękł mi pęcherz, wyhamowali skurcze i w klinice wytrzymaliśmy jeszcze miesiąc.... aż do dnia 14 stycznia. We wtorek 13 stycznia wieczorem wystąpiło kolejny raz krwawienie i skurcze, podano mi kroplówkę na skurcze i tak przetrzymałaliśmy do środy rano. Rano badanie i szybko skierowanie na porodówkę ze wskazaniem na cięcie cesarskie-oddzielało się łożysko. I tak o godz. 9,58 przyszedł na świat nasz synek Arek. Był malutki bo to wcześniak 29 tydzień i 4 dni, ale ważył 1330 g. Po cesarce zabrali go na OIOM niestety nie oddychał samodzielnie i jak poinformowała mnie pani pediatra 4 godziny po cesarce miał wadę serduszka, nieoperacyjną..... i wtedy był ten straszny ból, strach o niego. Myśleliśmy że oszalejemy razem z mężem, rodzina również. Niestety Malutki przeżył tylko 13 godzin. Nawet nie miałam go żywego na rękach..... Mogłam go wziąść na ręće dopiero po wszystkim, On był taki śliczny. Nasza wiara nie pomogła, a my tak bardzo wierzyliśmy że będzie dobrze..... Do domu wróciliśmy już w piątek, tylko że ja wróciłam do domu sama...... bez Naszego Aniołka, a nie tak miało być:( To był najgorszy czas dla Nas. A ja nawet nie mogłam być przy pochowaniu Naszego Aniołka i do tej pory nie mogę sobie z tym poradzić. Niby się jakoś trzymam, ale w środku czuje ciągle żal, smutek, i przede wszystkim wielką pustkę!!!!!!!!!!!!!! Brakuje mi naszego Maluszka, jego ruchów w brzuszku, jego wogóle.... Ja nawet nie potrafie dobrze opisać tego co czuje... Niby wiem że Nasz Aniołek jest w Niebie i tam ma dobrze, że przynajmniej nie męczył sie długo-bo szans nie dawali mu żadnych, ale to jest niesamowity ból.
Czytałam na tym forum jak Przeżywacie poronienia i wierzcie mi że wiem co czujecie.....
Iwona
 
reklama

marlena78

1.03.07[*] 24.05.08[*]
Dołączył(a)
4 Czerwiec 2008
Postów
2 143
Miasto
gdynia
Rozwiązania
0
iwonko swiatelko dla twojego synka
[*] Dzielnie walczylas ...tule Cie do serduszka Strata dziecka to wielki bol...Wierze jednak ze to wszystko zostanie Nam wynagrodzone Trzymaj sie ...
 

Polecamy

null

Nowe wątki

reklama

Nowe pytania

Do góry