Byłam dziś u koleżanki, niestety będą ja trzymać w Rydygierze, bo przewiezienie jej do Matki Polki może się wiązać z pęknięciem pęcherza płodowego, dziś ją zastałam leżącą "na cegiełkach" (a myślałam że ta metoda już nie funkcjonuje) Wczoraj na obchodzie pani doktor znów była bardzo sceptyczna, a dziś koleżanka zaczęła dostawać zastrzyki na szybsze rozwinięcie się płuc maluszka, no po prostu paranoja, przecież nie wiadomo czy można mieć nadzieje i czy tej nadziei się trzymać. A tu każdego dnia inna opinia. Ja wiem że lekarze są zazwyczaj oszczędni w dawaniu nadziei tak na wszelki wypadek gdyby jednak coś poszło nie tak, ale chociaż mogli by mieć jedno wspólne zdanie.