Dodam, że ja rodzinę męża naprawdę lubię! Ale to już chyba taki czas, że na wszystko bardzo emocjonalnie reaguję. Nawet temat wczorajszej sprzeczki wieczorem w łóżku mogliśmy na spokojnie omówić, jak już wszystkie łzy były wylane. Z resztą, komu ja to tłumaczę. Tak naprawdę to chciałabym aby mama była dłużej i już nie do pomocy, tylko po prostu była. Moi rodzice mieszkają 100 km ode mnie, więc widzę się z nimi rzadko. I brakuje mi tego. Poza tym cała moja rodzina jest rozjeżdżona po polsce i po niemczech. Więc Małemu bedzie ciężko nazwiazac kontakt z kuzynostwem od mojej strony. A dodam, że w lutym rodzi żona mojego kuzyna. Oni z kolei w Koszalinie mieszkają. A to znowu kawał drogi.
Dobra, już wychodzę i nie zrzędzę
Dobra, już wychodzę i nie zrzędzę
jak wypierałam maluszka ostatnie 20 minut choć zrzucałam ja z telefonu bo leżał obok mojej ręki. Chciała wiedzieć czy już może przyjechać do szpitala. Az kląć na łóżku zaczęłam przy kolejnym połączeniu i szybko mi się asertywność włączyła w każdym względzie. Ochrzaniłam ją i powiedziałam,ze skoro urodziła dwójkę dzieci to chyba wie co to znaczy rodzic a ja nie zamierzałam ich poinformować że już po 5 godzin po fakcie więc powinna siedzieć spokojnie na tyłku i czekać na mój telefon.Teraz po porodzie ja dyktuję zasady i mam w nosie czy ktoś się obrazi. A oczywiście tam gdzie pomóc miała czyli dać mężowi mojemu kupione przeze mnie leki w drodze do szpitala to najważniejszego z torebki nie wyjęła i mu nie dała.Przed porodem tez się mądrzyła, ze ona musi do mnie przyjechać bo ja przecież sobie rady nie dam a w trakcie wyszło że jest największa panikarą
i zgłosić się już na oddział położniczy i tam wyczekiwać rozwiązania. W sumie dobrze jutro powinien przyjechać wózek chciałam go przetestować.
biorąc pod uwagę , że zasnęłam może o 12tej to spałam jakieś 2 godziny. Bo po skurczowej akcji nie mogłam zasnąć,. Jestem jak zombie dzisiaj. I co się dziś położyłam to zaraz coś mnie budziło.