Witam się po koszmarnym weekendzie. Dawno nie było u nas tylu negatywnych emocji.. Już w piątek pokłóciłam się z mężem, wyszłam z pokoju trzasnełam drzwiami i czekam w pokoju córki aż przyjdzie pogadać, ale nic z tego. Wiec ja poszłam do niego bo nie znoszę takich cichych dni. Mówię mu co mnie zabolało a on sie zaczął śmiać, że przesadzam. Tak mnie tym śmiechem wk**wił, że złapałam moją torebkę, którą miałam pod ręką i zaczęłam go naparzać nią wszędzie - po głowie itd. Aż mi się komórka rozwaliła którą miałam w środku. on ściagnął obrączkę i wykrzyczał, że koniec z nami. Dobrze, że nasza niunia zaczęła wtedy płakać, bo niewiem jakby to się skończyło... uspokoiła się dopiero jak się pogodziliśmy i zapanowała zgoda jak zwykle.
W sobotę jechaliśmy na urodziny do mojego siostrzeńca. Chciałam założyć nową bluzkę, ale w szafie jej nie znalazłam. Wygląda na to, że jego siostra nadal bierze sobie moje rzeczy. Pisałam kiedyś o tym na zamkniętym i mam naprawdę tego już dość. Myślę nawet żeby ją policją postraszyć.
No a w niedzielę stres nieziemski bo robiłam test ciążowy!! moje objawy były urojone. UFFFF, jedna kreska!!
pozdrawiam was i wasze maluszki ;-)