Ja dzisiaj mam zły dzień...
pół nocy męczył mnie kaszel, ledwo żyję, do tego jakiś katar doszedł... dziewczyny, co ja mogę jeszcze brać? Bo nie chce mi się wierzyć, że nic- tak jak powiedział ten doktor. Bez żadnych leków to ja przez miesiąc będę chorować...
Kolejne spięcie z teściami- wczoraj sami zaproponowali (po delikatnej sugestii M), że w sobotę popołudniu wezmą Ninę i odwiozą ją w niedzielę rano na zajęcia basenowe. Dzisiaj teściowa dzwoni, że owszem mogą ją wziąć ale sami musimy po nią przyjechać z rana w niedzielę, bo teść idzie z synem szwagierki na basen...no cholera mnie trafi...wkurza mnie że Nina zawsze jest "gorsza" i że dzieciaki szwagierki mają pierwszeństwo. Żeby do nich przyjechać i ją odebrać i potem zdążyć na basen to musielibyśmy wstać koło 7, to nawet Nina później wstaje, co to k...rwa za luksus zrywać się w niedzielę skoro świt... oczywiście M nie widzi w tym żadnego problemu, to ja robię problem...
No i wróciła też kwestia tego kina co nie poszliśmy w zeszłym tygodniu bo teściowa źle się czuła, oczywiście następnego dnia (kino miało być w poniedziałek) już poczuła się lepiej i nawet do pracy poszła. Mieliśmy iść w przyszłym tygodniu tylko, że na wszystkie tanie seanse wszystkie bilety są już wykupione... muszę chyba na kogoś nawrzeszczeć bo już nie mam siły...